BlogStar -> Anna Popek -> Konie w Bieszczadach

Konie w Bieszczadach

Czy nie marzyliście kiedyś o tym, żeby konno przemierzać leśne bezdroża, wspinać się na zbocza gór, kąpać się w jeziorze i poić konie w strumieniu? Tak jak w dawnych książkach przygodowych ? Bo ja marzyłam o tym od zawsze. A kiedy zobaczyłam po raz pierwszy  w telewizji serial „Czarne chmury „i przystojnego nad wyraz  pułkownika Dowgirda, który w pełnym galopie pędził przez lasy świętokrzyskie pomyślałam, że  tylko tak powinien wyglądać prawdziwy mężczyzna – szlachetny, odważny i lekko niedogolony, ale wyłącznie z powodu załatwiania spraw bardzo istotnych. Nota bene w tym roku pod koniec września w Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach niedaleko Buska Zdroju obchodzone będzie 40-lecie serialu „Czarne Chmury”, bo część zdjęć powstawała właśnie tam. Jeżeli  będziecie wówczas w tamtych stronach, to zapraszam w  imieniu organizatorów.
Ale wracając do jazdy konnej. Nigdy jakoś nie składało mi się, aby wziąć udział w rajdzie konnym z prawdziwego zdarzenia. Zawsze chciałam, ale widać niewystarczająco. Nadszedł jednak moment, że  moje nastoletnie córki nie bardzo już chciały jechać ze mną wakacje. Musiałam coś wymyślić. Jako że obie lubią jazdę konną postanowiłam zorganizować im rajd konny przez bieszczadzkie połoniny.

Anna Popek: Konie w Bieszczadach - BlogStar.pl

W młodości często bardzo jeździłam w Bieszczady i ich harde piękno i szlachetna prostota życia wywarły na mnie duży wpływ. Wybór  – nieprzypadkowy zresztą- padł na stadninę Trohaniec  w Lutowiskach – jednej z ostatnich wiosek na południowo wschodnim krańcu Polski. Gospodarze Rafał i Marysia wybudowali piękne siedlisko i zorganizowali w nim życie tak, że jest wszystko, co potrzebne, ale nie ma nadmiaru cywilizacji.

Anna Popek: Konie w Bieszczadach - BlogStar.pl

Stamtąd po wczesnym śniadaniu, którego głównym i najpyszniejszym składnikiem był ser Hucuł kupowany w bacówce pod Połoniną Wetlińską   wyruszyliśmy  z Rafałem, naszym przewodnikiem i jego synem w góry. Moje córki trzymają się w siodle dobrze, ale ja  nie jeździłam tak naprawdę konno od dobrych kilku lat, ale ,cóż tam – hej przygodo!  Nuba, Virago, Nefryt, Lavarta i Antymon, miały nam od dzisiaj towarzyszyć non stop przez trzy dni. Konie ułożone były  znakomicie, przewodnik spokojny, rzeczowy i obeznany z górami- wszak się tutaj urodził. I było tak jak w starych książkach.

Anna Popek: Konie w Bieszczadach - BlogStar.pl

Przejeżdżaliśmy przez dzikie ostępy, gąszcza drzew, gęste  krzewy, które często próbowały zrzucić dziwnym trafem tylko mnie:)  z  konia. Jechaliśmy  leśnymi drogami  i po zupełnych bezdrożach. Czasami przejeżdżaliśmy przez  dawne wsie po których ślad niemal zaginął . To, że przed 60 laty  stały  tam chałupy rozpoznawaliśmy po zdziczałych drzewach owocowych- starych jabłonkach, wiśniach i gruszach, które dawniej rosły wokół domów. Innym śladem po dawnych mieszkańcach wysiedlonych stąd jednego dnia w 1951 roku jest rudbekia- wysokie na dwa metry żółto kwitnące kwiaty porastają teraz całe połacie. Nie jest to bowiem tutejsza roślina, przywieźli ją Bojkowie i Łemkowie podobno gdzieś ze Stanów,  jest dość agresywna i rozpleniła się wyjątkowo obficie. Wygląda za to ładnie. Pierwszą noc po 6 godzinach jazdy  spędziliśmy  w kolibie nad zalewem Solińskim w  Paniszczewie.

Anna Popek: Konie w Bieszczadach - BlogStar.pl

Śliczna drewniana chatka zbudowana tak, by nawet w trudnych , zimowych warunkach można tam było spędzić jakiś czas, odpocząć po polowaniu- bo temu kiedyś służyła -a przez okienko  na samym szczycie obserwować zwierzynę. A trzeba być czujnym, bo to tam parę lat temu pod konie ogrodzone elektrycznym pastuchem podszedł niedźwiedź  a te, nie zważając na prąd przerwały ogrodzenie i uciekły kilkanaście kilometrów. Dodam dla jasności ,że prąd był z akumulatora bo  w chatce nie ma stałego zasilania, ani wody i to jest jej  niewątpliwy walor. Rafał rozpalił ognisko, przygotowaliśmy kolację, a wieczorem, obserwując   gwiazdy trochę śpiewaliśmy  a trochę słuchaliśmy, jak gra na gitarze moja córka  Oliwka i Paweł, syn Rafała. Następnego dnia bałam się, czy zakwasy pozwolą mi wsiąść na konia, ale okazało się, że nie jest tak źle. Wygodne siodło i spokojny koń trochę ułatwiły mi życie.  Kolejny dzień przyniósł nam prawdziwą niespodziankę-  zeszliśmy nad zatokę Wiktoriniego nad Solinę i tam pławiliśmy konie. Woda była cieplutka, dzień słoneczny a my kąpaliśmy się razem z końmi. Pawełek wyglądał jak  Mowgli z „Księgi Dżungli” , kiedy wygłupiał się i bawił na grzbiecie swojego konia. Po drodze obowiązkowy postój na zbieranie jeżyn.

Anna Popek: Konie w Bieszczadach - BlogStar.pl

Prawie czarne, dojrzałe i słodkie zastępowały nam wodę, której mieliśmy tylko po małej butelce na głowę, bo w sakwach nie za wiele się mieści. Nocleg w stadninie koni huculskich Serednie Małe . Gospodarstwo  położone jest na terenie dawnej wioski, z której mieszkańców wysiedlono, a chałupy rozebrano. Pozostał   malowniczy, pagórkowaty  teren,  gdzie łąki przeplatają się z lasem a gdzieniegdzie wyrastają stare jawory i lipy. Pomnik pańszczyzny stojący przy zarysie dawnej drogi to  pamiątka  po roku 1848 , kiedy w Galicji zniesiono pańszczyznę. Pod  słupem kamiennym pochowano dawne zobowiązania pańszczyźniane.

Anna Popek: Konie w Bieszczadach - BlogStar.pl

Powrót prze Otryt i wreszcie dom. Konie, zwłaszcza mój ucieszyły się chyba bardzo, bo nagle na ostatniej przed domem łące wyrwały jak szalone. Moja Nuba w pełnym galopie, z góry pędziła na złamanie karku i nie potrafiłam zupełnie jej zatrzymać. Zaliczyłam  pierwszy podczas rajdu spektakularny  upadek, więc mogłam uznać rajd za udany.

Anna Popek: Konie w Bieszczadach - BlogStar.pl

Kiedy rozsiodłaliśmy konie, nadszedł czas na kolację. Marysia przygotowała wspaniałą  pomidorową, ogórkową, dziczyznę i wyśmienity sos z własnoręcznie zbieranych  grzybów.  Zakończyłam moją bieszczadzką przygodę z poczuciem ,że doświadczyłam wszystkiego, co ważne. Córkom też się podobało, wiec może w przyszłym roku także załapię się  z nimi na wspólne wakacje:)

Komentarzy: 6 dla “Konie w Bieszczadach

  1. ciekawe, jak też kiedyś marzyłem, że mam kolta, konia i lasso.
    I nawet Indian szukałem :)))))

    To były czasy.
    Ale fajnie, że się marzenia spełniają. kiedyś….

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>