BlogStar -> Izabela Zwierzyńska -> Londyn again

Londyn again

Jak już pewnie zdążyliście zauważyć na podstawie blogstarowych postów i mojego instagrama – KOCHAM LONDYN! Ostatnim razem zachęcałam Was do expressowej podróży, by poczuć energię płynącą ze stolicy Anglii. Tym razem chciałabym podzielić się z Wami moimi refleksjami po wizycie w londyńskich teatrach.

IMG_0043

Jak zawsze mój wypad był szybki i intensywny. Wylot z Warszawy w środę o 6 rano, wiec musieliśmy wstać o zgrozo o 3 w nocy, ale było warto, bo zyskaliśmy cały dzień. Po przylocie szybko zostawiliśmy bagaże, a zameldowaliśmy się dopiero późnym wieczorem, przez cały dzień spacerując po Londynie. Bardzo polecam pokonywanie niektórych odcinków pieszo zamiast metrem, by podziwiać angielską architekturę, odkrywać knajpki i sklepiki (dodatkowa korzyść: zapłacicie mniej za komunikację, która w Londynie jest bardzo droga!). Naszym pierwszym przystankiem był National Theatre (żeby być pewną, że mam już bilety na wieczór!), którego budynek przypomina gigantyczny szary bunkier. Nowoczesna architektura i ulokowanie tuż przy Tamizie ułatwi Wam jego znalezienie (South Bank, najlepiej wysiąść na stacji metra Embankment i przejść pieszym mostem przez Tamizę na drugą stronę). Udało mi się kupić tzw. „rush tickets” z kategorii „day tickets” za jedyne 15 funtów. Regularny bilet na dobre miejsce kosztuje między 40 a 60 funtów. Co prawda siedziałam na samej górze, ale i tak widoczność była świetna.

IMG_0049 IMG_0039

IMG_0041 IMG_0040 IMG_0046 IMG_0036 IMG_0038

Sztuka „Amadeus” napisana przez Petera Shaffera to ta sama historia którą znacie zapewne z filmu Milosa Formana „Amadeusz”. Opowiada o konkurencyjnej relacji dwóch wybitnych kompozytorów: Mozarta z Salierim. Nie będę zdradzać Wam szczegółów, ponieważ historia jest bardzo ciekawa i zachęcam do obejrzenia filmu.  Nie mniej jednak z teatralnego punktu widzenia zaskoczyło mnie to, że aktorzy wszystko mówią poprzez widownię. Stoją „en face” do widzów i rozmawiają ze sobą – wyraziście, czytelnie, jednak frontem do widzów. To inna konwencja niż ta, którą znamy z współczesnego teatru polskiego. Tu aktorzy chętnie grają plecami do widzów, czasem patrząc w podłogę, niekiedy profilem. Jedynie w przyjętych zasadach, np. farsowych lub partiach monologów czy monodramów stosuje się konwencję podobną do brytyjskiej. Również dress code nieco różni się od naszego, choć i to się coraz częściej zaciera. Brytyjczycy chodzą do teatru ubrani „na luzie”, czasem nawet oglądaj przedstawienie w kurtkach (o tym więcej za chwilę)  i równie „ na luzie” spędzają tam czas przed, po i w trakcie… pijąc różnorakie napoje, bowiem na salę można wejść z drinkiem. Czyż to nie wspaniałe? 😉 Chociaż z gorącą herbatą zostałam cofnięta ze względów bezpieczeństwa. Spektakl zrobił na mnie wrażenie świetnego show z profesjonalnie przygotowanymi warsztatowo aktorami, jednak niestety nie przeżyłam katharsis (co właściwie nawet w Polsce nie zdarza mi się zbyt często). Za to reszta widowni reagowała z dużym entuzjazmem. Bardzo miły wieczór, ale tez lekkie rozczarowanie. Żałuję, ze nie wybrałam się w zamian na przedstawienie „Hedda Gabler” w reżyserii Ivo van Hove. To fantastyczny reżyser z Belgii, pracujący na całym świecie. Miałam przyjemność oglądać jego sztukę „Po próbie” i „Persona” Bergmana podczas Festiwalu Dialog we Wrocławiu ponad rok temu. Byłam bardzo poruszona, jednak w Londynie wybrałam coś zupełnie nowego. Chociaż niewykluczone, że wkrótce pojadę tylko po to, by ją zobaczyć.

IMG_0051

IMG_0048

Drugim wybranym przeze mnie spektaklem był „An Inspector’s Calls”. Produkcja National Theatre na West Edzie, reżyseria Stephen Daldry (reżyser m.in. filmów „Lektor”, „Godziny, „Billy Eliot”, producent „The Crown”), Playhouse Theatre. Efekty wizualne na które składała się scenografia, światła, użycie wody i mgły były niesamowite. Fabuła również jest bardzo wciągająca. To kryminalna intryga dziejąca się na naszych oczach, która zostawia widza z nierozwiązaną sprawą. Nadal nie odczułam katharsis, ale bardzo satysfakcjonująco spędziłam popołudnie (większość spektakli w Londynie granych jest również ok 15 a potem wieczorem). Aktorzy tym razem niektóre kwestie wypowiadali z pozycji diagonalnej. Ale co ciekawe… w teatrze było tak zimno, ze wszyscy siedzieli w kurtkach. W Playhouse Theatre poza piciem tuż przed spektaklem widzowie także jedli… chipsy. Jak dla mnie bardzo zaskakujące. Znaczną część widowni stanowiły grupy szkolne, które mimo, iż były spóźnione, zostały wpuszczone na widownię już po rozpoczęciu! U nas by to nie przeszło. Podsumowując, nie czuję się w ogóle kompetentna, by oceniać brytyjski teatr, więc to tylko luźne obserwacje. Czuje, że chcę zobaczyć więcej! Jednak muszę przyznać, że aktorzy mają tam świetne przygotowanie głosowe – zarówno jeśli chodzi o dźwięk jak i artykulację. Dochodziło do mnie każde słowo, zawsze podparte intencją. Drinki, jedzenie czy kurtki to być można oznaka traktowania teatru jako sfery rozrywki, a nie „sacrum”?

IMG_0035 IMG_0034

Poza teatrami odwiedziłam też Natural History Museum, którego budynek zachwyca (zdjęcia i wspominka o tym w poprzednim poście z Londynu). Niestety jego największa atrakcja – Hintze Hall była czasowo nieczynna, ponieważ zmienia się ekspozycja (ze szkieletu dinozaura na szkielet wieloryba giganta ;)), poza tym muzeum jest atrakcją dla dzieci i wszelkich miłośników przyrody! Jak zawsze na śniadanie wybrałam Le pain Quotidien, jednak tym razem to mieszczące się na Covent Garden! Bardzo polecam! Naładowana, zainspirowana i szczęśliwa wróciłam do Warszawy ze zdobyczami w postaci książek i gazet… zamiast zakupów z drogerii na lotnisku 😉

IMG_0042 IMG_0044 IMG_0047

Komentarzy: 2 dla “Londyn again

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>