BlogStar -> Agnieszka Kaczorowska -> Miłość, samotność i inne przypadłości

Miłość, samotność i inne przypadłości

„I żyli długo i szczęśliwie…“

Tak kończyły i kończą się piękne bajki i baśnie. My żyjemy jednak w świecie rzeczywistym i wychowani na magicznych opowieściach, dajemy złapać się niekiedy w dorosłym życiu w miłosne pułapki. Czekamy na księcia na białym koniu bądź księżniczkę z nieskazitelną urodą i marzymy o tej drugiej połówce, która pokona dla nas jakieś przeciwności, coś poświęci bądź po pierwszym spotkaniu złoży obietnicę do końca życia.

 No nie. To się nie zdarzy.

Mimo tego, że jestem cholerną romantyczką, uwielbiam robić i otrzymywać niespodzianki, wierzę w miłość jedyną, niepowtarzalną, do końca dni, to poddałam lekkiej analizie dzisiejsze związki i próbuję zrozumieć, dlaczego to wygląda zupełnie inaczej niż za czasów naszych rodziców i czemu to „długo i szczęśliwie“ jest dla wielu tak obce i odległe.

AGNIESZKA-kaczorowska-blogstar403

Po pierwsze NIKT NIE JEST IDEALNY, czyli książę nie przyjedzie.

Ta idealizacja miłości i drugiej połówki we wspomnianych przeze mnie bajkach, powoduje, że marzy nam się ideał. Ci, którzy są wolni, ciągle wierzą, że pojawi się ktoś lepszy, bardziej atrakcyjny, mądrzejszy, a Ci co już są w związkach, narzekają że ten mój/ta moja mogliby się bardziej starać, lepiej wyglądać lub brać przykład z… NIE MA LUDZI IDEALNYCH. Tworzenie związku, to według mnie ciągła praca nad sobą i nad relacją. Chodzi o to, aby się nieustannie poznawać, docierać, wspólnie rozwijać, a nie tylko spełniać czyjeś oczekiwania. Warto skupiać się na pozytywach, ale dobrze mieć w świadomości, że każdy ma swoje minusy…i niech to stanie się urocze i akceptowalne, a nie przygotowane do zmiany.

AGNIESZKA-kaczorowska-blogstar159

 Po drugie TERAZ ALBO NIGDY.

W dzisiejszych czasach panuje ogólne przekonanie „mam jeszcze czas, zobaczymy, jakoś to będzie“. Czas biegnie jak szalony, więc odczuwam tu kolejną miłosną pułapkę. JAKOŚ na pewno będzie, tylko że to od nas zależy JAK. Życie to konsekwencje naszych wyborów. W pogoni za karierą i życiem zawodowym, my, ludzie młodzi, odkładamy prawdziwe związki na później. Chcemy być jak najdłużej „wolni“, niezależni, chcemy skupić się na pracy. Obchodzimy kolejne urodziny, poznajemy ciągle nowych ludzi, ale to wszystko nie daje jakoś poczucia bezpieczeństwa… Znam kilka osób, które w taki sposób obudziły się tuż przed 40stką z zapytaniem „I co ja mam? A co z domem, rodziną, dziećmi? Czy już nie jest za późno?“.

Tak sobie myślę, że może powinniśmy zadbać o miłość TERAZ, żeby nie zamieniło się w NIGDY?

AGNIESZKA-kaczorowska-blogstar683

 Po trzecie NIE ODCZUWAMY SAMOTNOŚCI.

Czy nie sądzicie, że w dobie internetu i smartfonów ciągle mamy to poczucie, że znajomi, ludzie są obok, są z nami? Ciągle się coś dzieje. Robimy kolejne zdjęcia, aby wrzucić na Instagram, sprawdzamy co pokazali znajomi na Facebooku, niektórzy relacjonują wszystko co się u nich dzieje na Snapczacie… No i fajnie. Sama jestem wciągnięta w ten świat, ale uważam raczej, że to narzędzia do tworzenia na przykład swojej marki czy kontaktowania się z bliskimi, z którymi dzieli nas olbrzymia odległość. Warto jednak zastanowić się czy nie zasłania nam to naszych prawdziwych odczuć, takich jak na przykład samotność, która pozwoliłaby nam się czasem otrząsnąć i zacząć budować relacje rzeczywiste, a nie wirtualne? Czy to całe nurkowanie w telefonie nie powoduje czasem, że Wasza relacja z kimś bliskim wiele traci? Czy idąc na randkę zaglądacie w telefon czy raczej w oczy partnera/paertnerki? Myślę, że rozwinięta technologia to kolejna ogromna pułapka związkowa.

 Po czwarte NIE MUSISZ BYĆ SAMOWYSTARCZALNY.

Panuje przekonanie, że trzeba radzić sobie samemu. Mówi się, że najlepiej liczyć na siebie, a bycie zależnym to oznaka słabości. Teraz nie ma podziału na silną płeć i tą piękną, nie ma tych którzy dominują i tych które mogą pozwolić sobie na więcej emocji i okazywanych uczuć. Mam wrażenie, że pogubiliśmy się w tej całej równości do tego stopnia, że nie chcemy, aby związek z drugą osobą był rozumiany, że kogoś „potrzebujemy“. Jasne, że jest różnica miedzy dojrzałą miłością, a miłością-potrzebną. Warto jednak według mnie się przyznać, że pomocna dłoń, która na dodatek kocha i jest blisko, to marzenie, a nie wstyd, że jesteśmy tylko ludźmi, jednostkami, które zostały stworzone, aby żyć w stadzie i łączyć się w pary. Tak, dasz radę samemu, ale we dwójkę może być milej, raźniej, ciekawiej i szczęśliwiej.

AGNIESZKA-KACZOROWSKA-sesja_skarbfot. Krzysztof Opaliński dla magazynu SKARB

 No i na koniec SZCZĘŚCIE SIĘ ROBI, a nie dostaje w prezencie.

Dobra wiadomość! „Żyli długo i szczęśliwie“ też jest możliwe. To czy jesteśmy szczęśliwi zależy tylko i wyłącznie od nas. Nikt nam nie zsyła małych pakunków z nowymi wyzwaniami zawodowymi, które przynoszą spełnienie, tylko ciężka praca, którą wcześniej wykonaliśmy daje w konsekwencji nowe projekty. Tak też według mnie jest z miłością… Czy to nie kwestia tego na czym się koncentrujemy? Jak bardzo jesteśmy otwarci na wszystko co nowe? A potem ile pracy i zaangażowania wkładamy w budowanie relacji, a co za tym idzie, w budowanie szczęścia?

 Zatem, Drodzy, w te Walentynki, dzień na swój sposób wyjątkowy, życzę Wam dużo refleksji nad tym czego rzeczywiście pragniecie. Pomimo, że na drodze serca w naszym świecie mnóstwo pułapek, to wierzę, że jesteśmy w stanie oddać się tym prawdziwym marzeniom, a nie tym narzucanym przez otoczenie, modę i pokolenie.

 „Teraz już wiem, wiem co to miłość!“ niosły słowa w piosence „Znalazłam“ O.N.A. To piosenka, która mnie od piątku prześladuje i intuicyjnie mam wrażenie, że nie bez przyczyny. :)

 Przesyłam Wam dużo uśmiechu

Aga

 

Komentarzy: 7 dla “Miłość, samotność i inne przypadłości

  1. Ostatni wpis…
    „Długo i szczęśliwie” jest możliwe tylko wtedy, gdy wspólne dobro jest ważniejsze od indywidualnych zachcianek chwili, z biegiem czasu uważanych za nieistotne, a wręcz śmieszne…
    „Długo i szczęśliwie” musi być podparte ciągłym dialogiem o bolączkach ukochanej osoby i o jej potrzebach. Nie można przemilczać i przeczekiwać niedomówień, podejrzeń, plotek, poczucia krzywdy…
    Trzeba starać się wzajemnie o spełnianie potrzeb…
    Proste! Czyż nie? 😉
    Życzę szczęścia!
    Wieloletni, cierpliwy i szczęśliwy żonkoś…
    Pa!

  2. Fajny tekst, tylko..jak dla mnie trochę smutny. Dawniej było mniej rozwodów dlatego, że ludzie trwali przy sobie na dobre i na złe, bo presja społeczna (rozwód to było jednak wydarzenie mało oswojone) była ogromna. Nie zapominajmy też, że w mniejszych miejscowościach dalej tak jest, często wspólnym łącznikiem jest gospodarstwo. Nie, to nie tak, że nie było miłości kiedyś, a że teraz młodzi są zbyt skupieni na sobie. W całym tym „zalataniu” – sztucznym tworze kreowanym przez media, banki i nas samych (hasło NIE MAM CZASU jest zwyczajnie idiotyczne w dobie długiego przesiadywania online) ludzie popadli w masowy ekshibicjonizm i stali się wygodni. Po co dzwonić skoro można napisać posta? Po co się spotkać jeżeli wchodzi się na profil i widzisz, co u kogo? A inna sprawa, że pod płaszczykiem wygody i „egoizmu” kryje się też strach (tyle się czyta i słyszy)..A strach przed cierpieniem jest gorszy niż samo cierpienie..I może stąd ludzie wolą iść przez życie pojedynczo, chociaż tak naprawdę w stadzie? Bo to, źe nikt nie chrapie obok nie znaczy, że go nie ma. Bo zawsze jest KTOŚ. Bliżej niż myślimy :)

  3. No widzisz Agnieszka a ja często o Tobie myślę kocham Cię i pragnę nie tylko w Walentynki i chciałbym abyś w przyszłości została moją żoną – przy Tobie walentynki są przez cały rok – jak myślisz na ile uda się spełnić moje życzenie

  4. Cześć Aga,
    Czytając Twój tekst mam wrażenie, że czytam spisane w jednym miejscu moje własne przemyślenia.
    Miłość jedyna, niepowtarzalna, do końca dni… – uczucie, o którym każdy marzy i z niecierpliwością na nie czeka. Nikt się przed nią nie obroni, każdego z nas prędzej czy później dosięgnie. Jednak czy mamy pewność, że będzie to miłość z happy end-em?
    Mam 27 lat. Sam do niedawna zapierałem się rękami i nogami przed zawarciem jakiegokolwiek związku. Zawsze miałem jakąś wymówkę, którą usprawiedliwiałem sam przed sobą fakt bycia singlem: to nie jest odpowiedni czas, nie mam teraz do tego głowy, aktualnie mam inne priorytety, nie dam rady zaangażować się w związek w stu procentach, może za jakiś czas, gdy już osiągnę wszystko to, co sobie zaplanowałem. Zawsze w mojej głowie istniał pewien porządek działań i określona hierarchia wartości. Szkolne ambicje i zawodowe aspiracje ciągle brały górę. Miłość znajdowała się na ostatniej pozycji. Nastał jednak w moim życiu okres, kiedy to coraz częściej zaczynam odczuwać brak drugiej osoby, tzw. bratniej duszy.
    ,,Ci, którzy są wolni, ciągle wierzą, że pojawi się ktoś lepszy, bardziej atrakcyjny, mądrzejszy (…)” + ,,za jakiś czas, to nie jest odpowiedni moment” – te zdania doskonale określają mój dotychczasowy sposób myślenia. Jednak wszystko zmienia się z wiekiem. Do pewnych przemyśleń i wniosków trzeba dojrzeć. W pewnym momencie życia okazuje się, że brakuje nam kogoś, kto będzie zawsze przy nas, z kim będziemy mogli świętować swoje sukcesy i znosić wspólnie porażki, z kim będziemy mogli wyjść na spacer, spokojnie porozmawiać – o wszystkim i o niczym, a niekiedy wspólnie pomilczeć, razem oglądać gwieździste niebo, z kim będziemy mogli śmiać się z błahych rzeczy i płakać w chwilach, kiedy brakuje nam sił i wiary w siebie i we własne możliwości, z kim będziemy mogli spędzić spokojny wieczór przed TV lub szaleć do białego rana na imprezie, z kim będziemy mogli tańczyć w deszczu i poddawać się różnym spontanicznym pomysłom. Wszystko to z osobą, przy której możemy być sobą, nie musimy nikogo udawać, nie odczuwamy przed nią krępacji, nie musimy uważać, że coś przy niej nie wypada, nie wstydzimy się swojego wyglądu, akceptujemy swoje wady i śmiejemy się ze swoich kompleksów (lub wspólnie się ich pozbywamy), nawzajem się wspieramy i jesteśmy dla siebie motywatorami do działania. Właśnie taka potrzeba prędzej czy później każdego z nas dopadnie. A już na pewno kogoś, kto kiedyś czegoś takie doświadczył.
    Nie pomogą tutaj wymiany wiadomości na portalach społecznościowych ze znajomymi i przeglądanie aktualności na tablicy głównej, budowanie sztucznie bliskich relacji – są to tylko sposoby pomagające nam tworzyć złudzenie, że jesteśmy blisko innych ludzi a problem samotności nas nie dotyczy.
    Piszesz w poście o miłości ,,dojrzałej” i miłości ,,potrzebnej”. Jedno nie wyklucza drugiego. Częste są przypadki, kiedy przez długi czas unikamy miłości, boimy się jej ponieważ mamy przykre doświadczenia z przeszłości, kiedy to nieodwzajemniona/zraniona/odrzucona miłość zadała nam wiele bólu i cierpienia. Z biegiem czasu analizujemy błędy swoje i byłego partnera, snujemy różne hipotezy, szukamy uzasadnień i wyciągamy wnioski. Nadchodzi czas, że ponownie budzi się w nas potrzeba bliskości drugiej osoby. U jednych jest to miesiąc, u innych rok a może dłużej. Staramy się nie popełniać tych samych błędów, jesteśmy bogatsi o pewne doświadczenia. Potrzebujemy miłości i dojrzeliśmy do niej. Jesteśmy wtedy świadomi, że miłość jest wspaniałym uczuciem ale wymaga od nas również poświęceń. Lojalność, uczciwość, wierność, szczerość, bezinteresowność, tolerancja – powinny być oczywiste i bezwarunkowe. Jednak nie każdy to rozumie. Dojrzałość do miłości nie jest niestety zależna od wieku.
    Wiem sam po sobie, że do miłości trzeba dojrzeć. Tę dojrzałość się po prostu czuje. Nic tu nie da czytanie pięknych frazesów, próby wmówienia sobie, że to już czas (nie mając szczerych chęci) czy presja ze strony otoczenia (sytuacje, kiedy wszyscy Twoi znajomi są w szczęśliwych związkach, z każdej strony otaczają Cię zakochane pary a Ty będąc w towarzystwie zawsze czujesz się jak ,,piąte koło u wozu”) :)
    Niestety szukanie mojej drugiej połówki dopiero przede mną, jednak teraz już wiem, że chętnie otworzę się na związek bo ,, we dwójkę może być milej, raźniej, ciekawiej i szczęśliwiej’. Wiem czego oczekuję od miłości jak również jestem świadomy tego, jaki powinien być mój wkład w stworzenie dobrego związku :)

    Trochę się rozpisałem ale tekst, który stworzyłaś jakoś mnie natchnął i wiele rzeczy uświadomił.
    Powodzenia w poszukiwaniu prawdziwej miłości, Aga. Samych wspaniałych i pięknych chwil. Pozdrawiam :)

  5. Zgadzam się z każdym punktem. Wszystko to, czym człowiek „poprawia” swoje, życie, pozycję wizerunek, byt wypiera z nas to, co najważniejsze. Wirtualne społeczności komunikatorów odczłowieczają. Tam wszystko jest idealne. Zderzenie z prawdą ukazuje ją bez filtrów. I wtedy pada nasz idealizowany obraz o księciu i księżniczce. Uciekamy do bezpiecznego świata w okienku telefonu, bo dać lajka jest łatwiej niż powiedzieć kocham, a już tym bardziej pokazać, że nie jest się doskonałym.
    Bardzo mądry wpis Aga. Buziaki 102!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>