Olga Borys - drobne przyjemności

Moja muzyka

Lubię każdą muzykę byleby spokojniejszą od Cohena! To oczywiście żart, choć faktem jest, że lubię być „otulona” harmonijną i wyciszającą muzą. Będąc z natury osobą porywczą i intensywną, nie mogę dodatkowo „podkręcać” się hard rockiem czy heavy metalem. Leonard Cohen jest moją miłością odkąd pamiętam i nigdy nie mam go dość. Jego głęboki głos kołysze i rozluźnia każdy napięty mięsień mojego ciała. Zielona herbata i utwór „Thoussend kisses deep” są w stanie zdziałać więcej, niż niejeden psychoterapeuta.

Olga Borys: Moja muzyka - BlogStar.pl

Norah Jones i jej „Come away with me” też potrafi szybciutko „rozpuścić” moją adrenalinę. A jesteście ciekawi, co w tym momencie sączy się z głośników u mnie w livingu? I tak Wam zdradzę – mój nowy nabytek, płyta „At glade” zespołu Fismoll (dzięki chłopaki, że tworzycie takie cuda, proszę o więcej!).

Muzyka zawsze była mi potrzebna do życia. Podstawówka mijała pod egidą dźwięków -Limahla, Alphaville, Bronski Beat, Eurythmics, a także polskiej muzyki alternatywnej. Były to najczęściej nagrania z koncertów w Jarocinie wykonane przez starszych kolegów techniką: magnetofon plus mikrofon, a nośnikiem była oczywiście obrzydliwa kaseta. Co młodsi spytają, skąd ten pejoratywny przymiotnik – otóż kasety były takie wredne, że im fajniejszy był na nich „kawałek”, tym chętniej się „wkręcały” w rolki tego ustrojstwa pod tytułem magnetofon. Kończyło się to wycinaniem zmarnowanego kawałka taśmy lub w najgorszym wypadku wypieprzeniem do śmieci całej kasety. W liceum chętnie słuchałam The Cure i do tej pory mi to nie przeszło . „Just like heaven”, „Lovesong” czy „Friday i’m in love” zawsze poprawią mi nastrój.

Pamiętam, że zadania z matematyki najlepiej rozwiązywało mi się przy dźwiękach gitary Pata Metheny, a z fizyki – słuchając Any Lenox. Peter Gabriel i jego płyta „So” też sprzyjała koncentracji na przedmiotach ścisłych . Tylko wypracowania z języka polskiego pisałam w ciszy, żeby mi myśli na skrzydłach dźwięków z głowy nie uciekały.

Olga Borys: Moja muzyka - BlogStar.plW jazzie zakochałam się na początku mojej drogi zawodowej. Grałam wówczas Żabcię w „Kto się boi Wirginii Woolf?” w Teatrze Scena Prezentacje. Utworem otwierającym spektakl był „Don’t explain” Niny Simone. Tajemniczy, niski, zachrypły głos przypominający bardziej starego, czarnoskórego faceta niż fajną babeczkę w wieku średnim młodszym. Magia tego głosu do dziś powoduje u mnie gęsią skórkę.

I od tego się zaczęło…. Jak lawina….

Jazz, jazz, jazz zawładnął mną i rozkochał w sobie na śmierć i życie. Może i jestem „old school”, ale kocham miłością pierwszą Milesa Davis’a, Johna Coltraine’a, Dave’a Brubeck’a. Analogową płytę tego ostatniego z 1957 roku dostaliśmy w prezencie od naszych przyjaciół.

Olga Borys: Moja muzyka - BlogStar.pl

Nie wspominałam, że posiadamy gramofon? No więc tak, bo uwielbiam słuchać szmerów i trzasków dobywających się ze starych winyli…. Kocham saksofon, trąbkę i fortepian…. Nasz Tomasz Stańko i Leszek Możdżer to też wspaniałe filary mojego muzycznego królestwa.

Lubię zaprosić do siebie przyjaciół, ugościć ich kolacją i czerwonym winem, a w tle od początku wizyty serwować choćby Glenna Millera, Beny Goodmanna czy Duke’a Ellingtona. No i oczywiście jeszcze chrapliwie przyśpiewującego Luisa Armstronga… Uwierzcie mi, że w towarzystwie takiej muzy nawet najprostsze spaghetti smakuje wytwornie!

Ostatnio oglądałam film, bohaterem którego był jazz i kochający go ludzie. „Whiplash”, bo o nim mowa, to magiczny, magnetyczny obraz, który został wysoko oceniony przez krytykę. Efektem tego są trzy Oskary: za rolę drugoplanową męską, efekty dźwiękowe i za montaż. Kameralne kino, które zostaje w człowieku na dłużej ….

Jest już późno. Moje dziecko w swoim pokoju słucha „Last train home” Pata Metheny. Pozwolę jej wysłuchać do końca, żeby miała jazzowe sny… Może w dorosłym życiu będzie studiować w Nowym Jorku, mieszkać na Manhattanie i zapraszać od czasu do czasu starych rodziców na weekend do siebie. W piątki będziemy oglądać brodway’owskie przedstawienia, a w sobotę słuchać jazzowych koncertów w znanych nowojorskich klubach na 33 lub 42 piętrze drapaczy chmur. Może trafimy akurat na Woody Allena grającego z pasją na klarnecie. Później pójdziemy na drinka lub zjemy lekką kolację w modnej hinduskiej knajpce. W niedzielę rano wsiądziemy w samolot powrotny do Warszawy. W poniedziałek będziemy mieć jet lag, ale to nic w porównaniu z wrażeniami minionego weekendu…

Olga Borys: Moja muzyka - BlogStar.pl

A tymczasem doleję sobie czerwonego wina do kieliszka, żeby rozkoszując się trunkiem i dźwiękami płynącymi z głośników ( teraz to już trąbka Miles’a Davis’a) w doskonałym nastroju zakończyć mijający dzień ……

Olga Borys

Aktorka teatralna i telewizyjna. Absolwentka PWSFTViT w Łodzi. Popularność przyniosła jej rola Zuzi Śnieżanki w serialu "Lokatorzy", potem przyszły kolejne, m.in. w serialach: "Ja to mam szczęście", "Klan", "Na Wspólnej", "Pierwsza miłość", "Galeria", "Samo Życie" i "Magda M". W 2007 roku zajęła pierwsze miejsce w telewizyjnym show "Gwiazdy tańczą na lodzie". Występowała na deskach Teatru Komedia,Ochoty, Syrena, Kwadrat, Scena Prezentacje w Warszawie, a także Teatru im. J. Osterwy w Lublinie.
Prywatnie jest żoną aktora Wojciecha Majchrzaka i mamą 8-letniej córki Miry.

5 komentarzy

Click here to post a comment

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close