BlogStar -> Agnieszka Kaczorowska -> Moja pierwsza lekcja windsurfingu… – część II

Moja pierwsza lekcja windsurfingu… – część II

Jak Wam się podobała część pierwsza?
Dla niedoinformowanych – tutaj.

Agnieszka Kaczorowska: Moja pierwsza lekcja windsurfingu… - część II - BlogStar.pl

W drugiej części jestem już cały czas na wodzie. Czasem nawet w niej. No ale kto się nie przewróci, ten się nie nauczy…
Zaczęłam startować. To, jaką pozycję należy przyjąć, instruktor – Łukasz Kostecki – pokazał mi wcześniej na lądzie. Kiedy już wykonałam zadanie na wodzie, płynęłam, gdzie zaprowadził mnie wiatr, potem mogłam się już obrócić i śmigać dalej. Ale pozostaje kwestia, jak należy tą deską kierować, aby płynąć dokładnie tam, gdzie ma się ochotę?
W tym momencie przychodzi czas na naukę manewru odpadania i ostrzenia, czyli, mówiąc potocznie, skręcania. Jak to zrobić, jest wytłumaczone na filmiku.

Oba filmiki były nakręcone podczas jednej – pierwszej – lekcji. Na koniec zapytałam Łukasza, ile takich lekcji należy wziąć, żeby bez obaw wypożyczyć sobie sprzęt i pójść na wodę. Odpowiedział, że oczywiście jest to kwestia indywidualna, zależy od sprawności fizycznej ucznia, ale w moim przypadku po 5 godzinach powinnam dać sobie radę. To bardzo optymistycznie brzmi i jednocześnie niesamowicie żałuję, że nie było tyle czasu, aby te 5 lekcji odbyć.

Podsumowując, jest to sport, który, jak zresztą większość rzeczy na tym świecie, wymaga treningu i ciężkiej pracy. Przyznaję szczerze, że nie należy do najprostszych, ale dzięki temu jest dużym wyzwaniem. Na pewno wzmacnia wszystkie partie mięśniowe, bo aby się w ogóle utrzymać, musimy zaangażować całe nasze ciało. Regularnie uprawiany, na pewno fantastycznie wpływa na sylwetkę. Niestety, aby ćwiczyć, trzeba mieć zawsze dostęp do jakiegoś zbiornika wodnego. Poza tym – najlepiej, żeby było ciepło, nie padał deszcz, aby na pierwszych lekcjach bardzo delikatnie powiewało, natomiast z czasem, żeby siła wiatru wzrastała… Trochę dużo tych warunków do spełnienia. Nie wiem jak sobie z tym radzą zawodowcy. Są tu jacyś? Napiszcie, bo jestem ciekawa jak organizujecie sobie treningi. Podejrzewam, że wiąże się to z podróżowaniem po świecie, w miejsca, gdzie najlepiej się trenuje.

Agnieszka Kaczorowska: Moja pierwsza lekcja windsurfingu… - część II - BlogStar.pl

Ja pozostanę raczej przy rekreacyjnej wersji windsurfingu, ale na pewno zaognił we mnie chęć do dalszych prób, nauki, zdobywania umiejętności.
Może kiedyś popłynę z dużym wiatrem na daleką wodę, czując zupełną wolność i brak ograniczeń… Może kiedyś.

Agnieszka Kaczorowska: Moja pierwsza lekcja windsurfingu… - część II - BlogStar.pl

Tymczasem pomyślnych wiatrów!

A.

…Na koniec mały bonus – kilka zwrotów ze slangu windsurfingowego:

KUJE – znaczy, że wieje (na początek niech za bardzo nie kuje!)
FLAUTA – brak wiatru (też nie za dobrze, no chyba, że chcemy się poopalać )
ŁAPAĆ SPINA – płynąć bokiem
KATAPA – wpadka do wody w trapezie (a trapez to taki pas z hakiem, którym się przypinasz do linek na bomie, żeby trzymać się tylko jedną ręką albo wcale)
RUFA – zwrot z wiatrem
SZTAG – zwrot na wiatr
KARTOFLISKO – nierówno zafalowana woda

Znacie jeszcze jakieś?! Piszcie w komentarzach.

Komentarzy: 7 dla “Moja pierwsza lekcja windsurfingu… – część II

  1. @Roza

    Ale grzybek z żaglówką, to masakryczne straty, no i strach utonięcia w kubryku.
    A jak się uda, to wszystko mokre, komórki, aparat itd. do wyrzucenia (ew. serwis).

  2. Widać idzie dobrze, szkoda, że już koniec sezonu, jakbyś miała strój z pianki, to byś mogła do końca września poćwiczyć.
    A tak – chyba poczekasz do następnego sezonu…

    Nie szkoda – zapału?

    😉

  3. słownictwo podobne do żeglowania ;), ja wolę żaglówkę mimo wszystko, mniej okazji, żeby wylądować w wodzie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>