BlogStar -> Anna Popek -> Moje korsykańskie podróże

Moje korsykańskie podróże

Marzyłyśmy z córkami od dawna o dalekiej wyprawie. Chciałyśmy, aby było egzotycznie, ale aby nie trzeba było zbyt daleko lecieć. Aby było gorąco, ale niezbyt upalnie. Aby pobyt był pełen przygód, ale jednak bezpieczny. Rozumiecie, prawda?  I jeszcze żeby mówiono tam po francusku, ponieważ chciałam, aby ucząca się tego języka córka zaczęła się nim posługiwać.

Padło zatem na Korsykę.

Zaczęło się od kupna biletu, w czym pomogła mi nieoceniona Gosia Wistuba, znana w Radzionkowie i okolicy globtroterka. Wyszło całkiem niedrogo. Potem, krok po kroku- wynajęcie apartamentu z kuchnią i koniecznie samochodu. Miałyśmy bowiem w planach zwiedzanie wyspy wzdłuż i wszerz.

Prawdę mówiąc myślałam, że Korsyka jest nieduża – tak zresztą wynikało z mapy – ok 180 długości i 80 km szerokości. Pewnego dnia, gdy nudziło nam się porządnie na naszym kempingu, gdzie przebywały głównie niemieckie rodziny z małymi dziećmi postanowiłyśmy zwiedzić dawną stolicę wyspy i jednocześnie najmniejsze miasto uniwersyteckie na świecie – Corto.

Na mapie wyglądało, że jest dość blisko, więc wsiadłyśmy w klapkach w auto i w drogę. Dawni mieszkańcy nękani najazdami korsarzy i wrogów morskich różnego typu nie bez powodu przenieśli stolicę wysoko w góry. Jak bardzo niedostępne ścieżki do niej prowadzą, przekonałyśmy się, kiedy z prędkością 20 km na godzinę max wspinałyśmy się po górskich wąskich drogach i dziękowałam Bogu za to, że jadę od strony skalistej ściany, a nie z brzegu, bo przypomniałam sobie, że jednak mam lęk wysokości. Yell

Droga, którą jechałyśmy, nazywa się Scala Santa Regina.  Jednak kiedy już dojechałyśmy do Corto, zwiedziłyśmy tamtejsze muzeum, zjadłyśmy pizzę i trochę odpoczęłyśmy – zaświtała mi znakomita myśl, by z Corto pojechać dalej na zachodnie wybrzeże i zwiedzić Porto. Pomyślałam bowiem, że już nigdy więcej dobrowolnie się tu nie wdrapię. Pojechałyśmy więc dalej, droga była jeszcze bardziej kręta niż poprzednio, skały równie wysokie, miejscami wąską i tak drogę zwężały jeszcze padające odłamki skał. W końcu po kilku godzinach jazdy (innym może poszłoby to szybciej!) dojechałyśmy do pięknego Porto.

Powalił nas upał bijący od nagrzanych całodniowym słońcem  skał i brak wiatru – za to widok przepiękny. Słońce, linia morza, ostre skały wyłaniające się z morza, małe stateczki  i port pełen białych łódek, ludzi i restauracji. Plaża tam jest kamienista, więc jeśli mielibyście ochotę na kąpiel w Porto zabierzcie ze sobą buty do pływania lub płetwy. Z Porto można wypłynąć statkiem, by zobaczyć piękne skały i małe zatoczki, ale trzeba być najpóźniej około 15.00, bo wtedy wypływa drugi tego dnia rejs. My przyjechałyśmy za późno, niestety. Więc cóż zrobić z tak pięknie zapowiadającym się wieczorem? Trzeba przecież wracać do domu.

Nie chciałam nawet myśleć o pokonaniu tej samej drogi, więc postanowiłyśmy jechać trochę naokoło, brzegiem morza przez Calvi. Co prawda niepokoiła mnie trochę ilość zawijasów na mapie, ale pomyślałam sobie, że nie może być aż tak źle. Było jeszcze gorzej. Surprised

Do Calvi- przepięknego miasta na północno- zachodnim wybrzeżu przyjechałyśmy o 9 wieczorem i uwierzcie mi – napis „Calvi” był tym, co w ciągu ostatnich miesięcy najbardziej mnie ucieszyło. No cóż, do domu jeszcze prawie 200 km przez góry. Tymczasem miasto – pełne młodych ludzi, knajpki, atmosfera swobody i radości zachęcało, by zostać. Ogromna cytadela górująca nad miastem, którą należałoby zwiedzić przeważyła szalę. Zostajemy! –  postanowiłyśmy. Smile

Pan na stacji benzynowej poradził nam, by zapytać o miejsca w hotelu Belvedere. Były. I tak oto bez szczoteczek do zębów, w jednym t-shircie, ale za to z płetwami znalazłyśmy się w stolicy nocnego życia. Gdybyście chcieli potańczyć to dobrze wyglądała dyskoteka w Cytadeli. Jak się domyślacie, mimo zmęczenia nie poszłyśmy tego dnia wcześnie spać.  Laughing Nazajutrz wracałyśmy spokojnie do domu zatrzymując się po drodze na kawę w górskich miasteczkach. Mają one jakiś niebywały urok. Wszystkie w zasadzie są do siebie podobne. Przyklejone do skał domy, z których każdy z osobna wygląda zwyczajnie – wysokie, proste budynki,  z dachami krytymi dachówką w kolorze spalonej cegły. Ale razem stanowią malownicze kompozycję, jakby pozowały do romantycznych obrazów. Podpierają się nawzajem, a stare kamienne mury przeplatają się pomiędzy nimi jak wstążka w warkoczu. W każdym miasteczku jest kościół, najczęściej barokowy i umiarkowanie zadbany. Wszędzie życzliwi bardzo ludzie. Sposób, w jaki mówią dzień dobry – z uśmiechem i zainteresowaniem w głosie zachęca, żeby wstąpić na kawę, mimo że piło się już kilka.

Gdy wróciłyśmy na nasz camping, wydał się nam on nieskończenie nudny i beznadziejny. Ignorowałyśmy wcześniej fakt, że w naszym domku nic nie działało tak , jak powinno. Że aby zagotować wodę trzeba było ustawiać czajnik wysoko na szafce kuchennej, a żeby otworzyć okno trzeba było zamknąć drzwi, że słonce budziło nas o 6 rano,  bo nie było okiennic i że wszędzie było stamtąd tak bardzo daleko…

Szkoda takich fajnych wakacji ! Postanowiłyśmy szukać dalej i trochę w ciemno wyruszyłyśmy na południe do Bonifaccio. Po drodze dzwoniłyśmy do ośrodków wypoczynkowych tu i ówdzie. W końcu jeden z rozmówców – mężczyzna o spokojnym głosie powiedział,  że ma miejsca, zszedł nam trochę z ceny i stwierdził, że po nas wyjedzie na drogę główną.

Ośrodek Marina di a Testa okazał się strzałem w dziesiątkę! Cool Śliczny, zadbany, pełen kwiatów i blisko pięknej plaży Pinarello, którą szczerze polecamy.  Niedaleko stąd też do Porto Vecchio, starego miasta, którego jedną z atrakcji jest ogromna dyskoteka na świeżym powietrzu Via Notte. Podczas naszego pobytu grał tam Snoop Dog. Na nasz camping codziennie o 8 rano przyjeżdżał  boulangeriste czyli piekarz ze świeżymi bagietkami i croissantami i na tarasie zjadałyśmy pyszne śniadanie.

A propos jedzenia. Na Korsyce polecamy pizzę – są zazwyczaj pieczone w piecach opalanych drewnem, bardzo smaczne- od 10-14 euro, znakomite sałatki frutti di mare około 15 euro, bakłażan  faszerowany za ok 14,  dziczyzna – specjalność korsykańska – około 24 euro. Tanio nie jest, ale można kupować znakomite świeże jedzenie w supermarketach – sery owcze i kozie, pomidory, dżem figowy , wędzone kiełbasy  i różowe wino – to smaki Korsyki, których musicie spróbować będąc na tej wyspie. Nic dziwnego, ziemia, która wydała cesarza Napoleona i prawdopodobnie Krzysztofa Kolumba(ponoć urodził się w Calvi) musi mieć wyjątkowe walory.

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

moje córki

 

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Anna Popek: Moje korsykańskie podróże - BlogStar.pl

Komentarzy: 13 dla “Moje korsykańskie podróże

  1. Pani Aniu, Jest Pani fantastyczna (1), najbardziej pamiętam Panią w lotniczym kombinezonie, kiedy sprawozdawała Pani skoki spadochronowe, chyba…
    Tu etes ravissante!
    K

  2. super zdjęcia a w tych czarnych sukienkach wygląda pani rewelacyjnie a nogi najseksowniejsze na świecie

  3. Tak, Korsyka to piękny kawałek Europy na morzu, tu jest klimat baroku i współczesności, dla turystów z mało zasobnymi portfelami idealne miejsce na wypoczynek tuz przez i tuż po sezonie, łatwiej o miejsca w pensjonatach i taniej. Fajni ludzie, ciekawa i smaczna kuchnia (nie biorę pod uwagę wszechobecnej pizzy) no i wina choć u nas mało znane to gwarantuje ich jakość i smak z wysokiej półki. Najlepiej zwiedzać wyspę motocyklem. Wąskie kręte drogi mogą speszyć wielu nieobytych kierowców.

  4. Najważniejsze są wrażenia Pani córek. Rozumiem, ma Pani prawo i obowiązek Je chronić. Myślę, że One jeszcze bardziej od Pani są tymi wakacjami zachwycone. Bo tam, z tych fotek widać, że jest pięknie a One młodziutkie. Pani to już trochę tego świata widziała. Niech te wrażenia przeniosą się dla Was na najbliższy czas, bądźcie radosne, pogodne i szczęśliwe. Serdecznie pozdrawiam. :) :) :)

  5. Pani Aniu wygląda Pani przepięknie – nie mogę się napatrzeć. Czy zdradzi Pani sekret co robić by mieć tak wspaniałą figurę ? Nie jedna nastolatka jej Pani zazdrości 😉

  6. Pingback: Anna Popek z córkami na wakacjach na Korsyce. Ale zanim tam pojechała, musiała wyciszyć się w... - Jastrząb Post

  7. właśnie za tydzień lecę do Calvi, pani rady – bardzo cenne i bardzo na czasie! a może Pani jeszcze powiedzieć ile kosztuje wynajęcie samochodu???

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>