Obyczajowe Olgierd Łukaszewicz - podróżuję i zwiedzam Podróże

Pięć dań pięciu Pań

No proszę! Śledzik w „Checzy” wzbudził zainteresowanie szanownych Czytelników? Wobec tego opowiem więcej o swoich ścieżkach kulinarnych wydeptywanych pośród kilkudziesięciu knajpek i barów Helu.

Zacznijmy od śniadania. Jeśli się nie ma ochoty, żeby rano przyrządzić jajecznicę, wtedy, po porannym spacerze, idziemy do Baru „Pod Brzózką”, żeby zjeść śniadanko na powietrzu.

Olgierd Łukaszewicz: Pięć dań pięciu Pań - BlogStar.pl

Miejsce bardzo zwykłe, bowiem właścicielka, Maria Dawid, nastawiła się na turystów i wycieczki, którym zazwyczaj się spieszy. Pani Maria to jedna z niezwykłych kobiet Helu, które wzięły sprawy w swoje ręce, mężom pozostawiając działania na zapleczu. Tu toczy się walka o byt rodziny. Twarzą całego interesu jest, pozująca ze mną do fotografii, pani Maria.
Zaharowana, lecz uśmiechnięta, towarzyszą jej córki. Miło jest pogawędzić z samego rana z panią Marią, na przykład o zdrowiu, bo oprócz prowadzenia kulinarnego biznesu zna się również na masowaniu bolących kręgosłupów. Ta usługa, tylko dla wąskiego kręgu znajomych, z czystej miłości bliźniego. Nasze dzieci lubią czasem zajść „Pod Brzózkę”, bo tu smakuje po domowemu. Powodzeniem cieszy się zwłaszcza schabowy, rozwałkowany na całą powierzchnię talerza, pyszny i chrupiący.
Jeśli nie mam akurat rodzinnego zadania domowego, idę na prasówkę do kawiarni „Cafe Classic”.

Olgierd Łukaszewicz: Pięć dań pięciu Pań - BlogStar.pl

Ten lokal wyróżnia się spośród żeglarsko-kaszubsko-włosko, czy z lekka PRL-owsko, wyposażonych miejsc posiłkowych. Jest jak cytat z pięknego wiersza wpleciony w tradycyjną polską kuchnię. Ma coś z wiedeńskiego cafe. Torcik cytrynowy, nie za słodki, a do tego mała czarna – Cafe Goppion. Piękne bukiety i lustra przypominają o wytwornym akcie pobudzania myśli przy drugim śniadaniu, z „Wyborczą” w ręku. Autorką „Classic” jest moja kuzynka, o której istnieniu dowiedziałem się dopiero przed siedmiu laty, gdy rozpoczynałem swoją przygodę z Teatrem w Remizie. Zapytała mnie wtedy po moim monodramie: „Czy wiesz, że jestem twoją kuzynką?”. Okazało się że Teresa Ceynowa – to słynne kaszubskie nazwisko po mężu marynarzu – z domu nazywa się Kozakiewicz, jak moja mama.

Olgierd Łukaszewicz: Pięć dań pięciu Pań - BlogStar.pl

Nasi dziadkowie byli braćmi, dlatego panoszymy się tu całą rodzinką, trochę wakacyjni, a trochę wiedeńscy.   Niedawno rozbudziły się nadzieje, że Hel zacznie się przeobrażać w europejski kurort z ekskluzywnymi hotelami, więc „Cafe Classic” świetnie by pasowała. Tu i ówdzie grunty posprzedawano, licząc na wspaniałomyślne obietnice nabywców. Ci jednak niejednokrotnie trzymają „rzeczywistość”… w stanie ruiny. Niewiele się więc zmieniło, a „Classic” tkwi w Helu jak rodzynek nie z tego ciasta i czeka na opalonych, wymasowanych i bogatych. Kuzynka wyprzedziła historię Helu, zainwestowała i ma nadzieję, że nie przegra.
Po plażowaniu, spacerze, w porze obiadu, tradycyjnie już udajemy się prosto do „Izdebki”, pewni smaku, który od lat odpowiada naszym podniebieniom.

Olgierd Łukaszewicz: Pięć dań pięciu Pań - BlogStar.pl

Przed ośmiu laty, w starej chałupie rybackiej naprzeciw Ratusza, była tu maleńka izba – może 3 m na 2,5 m – która od razu stała się dla nas odkryciem. Zupa rybna z dorsza! W sąsiedztwie wiele różnych receptur na zupy rybne, wszystkie owiane tajemnicą, ale jakoś ta, zabielana śmietaną, z posmakiem papryczki, podawana z pietruszką, trafiła w nasze gusta. I trwa to niezmiennie od lat. Dzisiaj, dzięki kredytom, które zaciągnęła odważna gospodyni, cały domek odrestaurowano w dawnym stylu, a przestrzeń zdecydowanie się powiększyła. Na stołach stylowe serwety z koronki, jak niegdyś u różnych cioć w mieszczańskich domach. Klienci zachodzą do „Izdebki” przez okrągły rok. Nasze wnuki, tak wrażliwe na utrudniające jedzenie ości, zasmakowały tu w rybach. Trochę to zasługa babci, która przekonała je, że sola to właściwie rekin – groźna ryba, szczególnie ulubiona przez autorów telewizyjnych kreskówek! Teraz maluchy same dopominają się, żeby iść na rybkę do „Izdebki”.
Wielki nasz szacunek budzi osoba właścicielki, pani Elżbiety Pieper, której życie osobiste nie było usłane różami, ale, będąc stale na posterunku, dopięła swego. Wykreowała jedno z markowych miejsc Helu. Tu można też zasięgnąć języka co do miejscowych realiów. Dzięki informacjom pani Elżbiety przed laty nabyliśmy – w bloku byłych pracowników zlikwidowanych zakładów rybnych Koga – małe, wakacyjne lokum.
Po poobiedniej sjeście i zabawie dzieci z Igorem (rówieśny przyjaciel wnuczki), lubimy zajść do kawiarni „Słoneczna”.

Olgierd Łukaszewicz: Pięć dań pięciu Pań - BlogStar.pl

I tę prowadzi niezwykła pani! Krystyna Lewandowska jest rodowitą Kaszubką, która „zarządza” wieloosobową rodziną (3 dorosłych synów, wnuki). Kiedy zabrakło miejsc pracy w Helu, trzeba było coś wymyślić, żeby utrzymać tak liczną gromadkę. Kawiarnia z domowymi wypiekami przyjmuje miejscowych obywateli, którzy pod jej dachem wymieniają się aktualnymi opiniami helskiej wspólnoty (ważne, bo dziś władze mają samorządowcy). Zaglądają tu również miejscowi ojcowie franciszkanie. Często wpada też gromada kolonistów z wychowawcą. Pani Krystyna jest życzliwa dla każdego klienta. Nasze wnuki od lat były w „Słonecznej” maskotkami lokalu. Każdego popołudnia czekał na Adasia i Hanię jakiś prezencik, a największe emocje wzbudzały plastikowe owady. Domowa szarlotka czy olbrzymia wuzetka często zastępowały im kolację. To niewłaściwe, wiem, ale dzieci są smakoszami tychże słodkości, więc czasami dajemy za wygraną. Pani Krystyna urządziła niedawno naszej Hani 6 urodziny. Wytrawny tort – lekki, nieprzesłodzony, przystrojony malinkami, jagódkami i czereśniami z ogródka – oczarował solenizantkę i jej przyjaciela Igora.

 

Pani Krystyna, co ciekawe, nie opuściła ani jednego spektaklu Teatru w Remizie, ani jednego koncertu muzyki poważnej w kościele. Agituje rodzinę i mieszkańców Helu, żeby uczestniczyli w życiu kulturalnym miasteczka. Jest aktywną działaczką Stowarzyszenia Kaszubsko – Pomorskiego. Ciekawy, dobry człowiek. Chętnie zgodziła się, aby na tarasie jej kawiarenki artyści odbywali spotkania z publicznością po swoich występach.
Po przedstawieniu w Teatrze w Remizie, kolacja na pięknie oświetlonej ulicy, a może uliczce, Wiejskiej lub nad zatoką na bulwarze. Życzliwi restauratorzy goszczą nas od lat. W tym roku – „Armada”, „Stara Tawerna”, „U Fiszera”, „Akwarium” „Cafe Bulwar” i słynna, zabytkowa „Maszoperia”. Można powiedzieć, hulaszcze, nocne życie. Szczególnie dla mnie, bo inni artyści się zmieniają.

Olgierd Łukaszewicz: Pięć dań pięciu Pań - BlogStar.pl

Z młodym, znakomitym, aktorem Mateuszem Olszewskim udaliśmy się do „Mewy” nad zatoką, na zaproszenie Natalii Ignasiak. W roli gospodyni jej piękna córka. Podjęła nas daniem, wyróżnionym przez znawcę sztuki kulinarnej, pana Karola Okrasę – zapiekanką z dorsza w pomidorach!

Olgierd Łukaszewicz: Pięć dań pięciu Pań - BlogStar.pl

Przyznacie, że to lekka i pyszna kolacja. Dorsz z porannego połowu – pewnie jeden z nielicznych, które ostały się jeszcze w Bałtyku – i sok z duszonych pomidorów. No i oczywiście zielona pietruszka. Obżarstwo i jednocześnie zwiewność ducha. Promieniująca entuzjazmem i przedsiębiorczością córka właścicielki wręcza nam wizytówki, licząc na kolejne wizyty artystów, choć tylko latem, bo rodzina mieszka w Lęborku. Na fotografii razem z nami Wiesław Geras, przypominam – obecny dyrektor artystyczny Teatru w Remizie, powołany w tych dniach na szefa Sekcji Monodramu Międzynarodowej Organizacji Teatralnej ITI. Po wyjściu z „Mewy” rzut oka poprzez ciemności nocy na rozświetloną po drugiej stronie zatoki Gdynię. Wydaje się, że jest tuż tuż. Kusi nocna kąpiel, przypominają się dawne, młodzieńcze wybryki, ale dziś woda wręcz lodowata. No cóż…krew nie krąży jak dawniej, nie te lata.

P.S.
2 sierpnia, w gronie około 20 osób, wspominałem tu zmarłego przed rokiem Andrzeja Łapickiego. Przygotowywałem się od miesięcy do tej wypowiedzi. Choć wiadomo, że i tak nie wypowie się wszystkiego…

Olgierd Łukaszewicz

Aktor filmowy, teatralny, radiowy, wykonujący swój zawód od ponad 40 lat. Obecnie związany z Teatrem Polskim w Warszawie. Prezes Związku Artystów Scen Polskich. Spośród kilkudziesięciu filmów, w których zagrał, najbardziej ceni sobie: „Brzezinę” Andrzeja Wajdy, „Sól ziemi czarnej” i „Perłę w koronie” Kazimierza Kutza, „Dzieje grzechu” Waleriana Borowczyka, „Lekcję martwego języka” Janusza Majewskiego, „Gorączkę” Agnieszki Holland, „Wierną rzekę” Tadeusza Chmielewskiego, „Seksmisję” Juliusza Machulskego, „Magnata” Filipa Bajona, „Pokuszenie” Barbary Sas, „Jańcia Wodnika” Jana Jakuba Kolskiego, „Generała Nila” Ryszarda Bugajskiego i „Daas” Adriana Panka.

Prywatnie zakochany w swoich wnukach, 8-letnim Adasiu i 5-letniej Hani.

14 komentarzy

Click here to post a comment

  • Nie koniecznie pod tym toaletowym postem ;-))) ale pozwolę sobie życzyć Panu-
    dużo zdrowia-bo ono jest najważniejsze, miłości bez której trudno żyć,szczęścia ,które niejednokrotnie ratuje nam życie ,oraz aby obecny power nie opuszczał Pana 😉 – ku uciesze gawiedzi :-))

    PS Zakochałam się „na zabój” 😉 w Stefku Zawadzie – a te jego hasiorowe straszydła ,widziałam kiedyś w Zakopanem.
    ” W imię ” – jakże znowu świeżo -aktualne……
    Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia
    M.G

  • Olgierdzie!
    Cenię Twoje uduchowienie, które objawia się w każdej rozmowie z Tobą(bez względu na interlokutora i temat rozmowy.) Teraz znów mam przyjemność znaleźć tę wrażliwą duszyczkę w Twoich pisemnych wypowiedziach. Oceniłeś nie tylko czarowne miejsca,czy kulinaria,lecz wyjątkowo trafnie oddałeś serdeczność i waleczność opisywanych pań. To rzeczywiście osoby nietuzinkowe i wrażliwe na piękno i wyzwania, które niesie Hel. Jestem zauroczona faktem, że to zauważyłeś, a przecież tak do końca to nie wypoczywasz na wakacjach Niespokojny Duchu! Pozdrawiam z Juraty!

  • Ja również polecam Brzózkę (m.in. bardzo smaczna botwinka) i Cafe Classic – smacznie i przyjemnie 🙂

  • Panie Olgierdzie, bardzo ciekawy materiał. Wybieram się właśnie do Helu na ostatni tydzień wakacji i już sobie zaplanowałam trasę „kulinarnym szlakiem Olgierda Łukaszewicza” :), już się cieszę na tą wyprawę. Pozdrawiam i dziękuję za takie fajne materiały. Po powrocie podzielę się moimi spostrzeżeniami z polecanych przez Pana miejsc 🙂

  • To chyba najciekawszy tekst jaki ostatnio czytałam. Apetyczny i z humorem. Aż zachciało mi się pojechać na Hel i podążyć Pana śladami po kulinarnej mapie tego miasta. Prawdziwy talent ma Pan do pisania. Serdecznie pozdrawiam i zastanawiam się, czy z innych miast też coś takiego powstanie. Byłoby świetnie.

  • Ma Pan talent do smacznego opisywania. Może jakis przewodnik kulinarny w przyszłości:)

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close