Obyczajowe Olgierd Łukaszewicz - prezes ZASP

Pożegnanie Niny Andrycz

Dnia 10 lutego 2014 r. na warszawskich Starych Powązkach odbył się pogrzeb legendarnej aktorki Niny Andrycz. Wygłosiłem wtedy następujące słowa:

 W osobie Niny Andrycz Związek Artystów Scen Polskich żegna jedno z najoryginalniejszych zjawisk w sztuce aktorskiej polskiego teatru XX wieku. Dziesiątki Jej ról ukazały nam niezwykłą Jej osobowość.

          Obejmując refleksją życie Pani Niny, zdumiewamy się jego długością ponad zwykłą miarę. Biblijny psalmista stwierdza to, co jest doświadczeniem większości nas na ziemi: „Życie ludzkie trwa 70 lat, a gdy siły sprzyjają – 80 lat”. Dar życia ponad 100 lat, które było dane Pani Ninie przeżyć, jest łaską i zagadką, biorąc pod uwagę jasność umysłu, jaką dysponowała do końca. (Przed chwilą otrzymałem wiersz, jaki Pani Nina napisała na kilka dni przed śmiercią:

 Ave Amor

A kiedy już wyjdę z ciała

przydymionym obłoczkiem,

powędruję aby znaleźć

nowe miejsce dla życia.

Nie będzie to dom rodzinny

na wschodnich Kresach Polski

Ni salon babci Eufrozyny

przedszkole kobiecości.

To raczej fragment śródmieścia

Biegnę z pracy do domu

Bo wiem że zaraz przyjedzie

Od roku upatrzony.

Wszystkie rzeczy w moim pokoju

Podziwiają ciebie i kochają

Śmieszne dzwonki u góry tapet

Śpiewają hymn po łacinie:

                                               Ave Amor!)

            Kto przeżył wiek, wyznacza swym istnieniem punkty dla naszej orientacji pośród dziejów. Należała do pokolenia Polaków, które edukację podjęło w wolnej Polsce po epoce rozbiorów. Jej pokolenie czerpało już swobodnie z narodowej tradycji i słowa polskiego. Wychowana w inteligenckim domu, władała językiem francuskim, podjęła studia uniwersyteckie i ten fakt określił Jej aspiracje, odkąd weszła w krąg emocji, w krąg teatru. Być cząstką literatury, być fragmentem kultury europejskiej, widzieć siebie jako twórcę sztuki, która spala się dla niej, to wyzwania, które stawiała sobie i pragnęła im sprostać.

          Zanim osiągnęła status aktorki, z której zdaniem musiano się liczyć, od lat młodości wierna zespołowi Teatru Polskiego w Warszawie, budowała swą pozycję za cenę wysiłku i czasem… upokorzeń. Wiedzę o tym czerpiemy z Jej wierszy i powieści, w których zostawiła autobiograficzne ślady swego życia wewnętrznego, a także zawarła wiele informacji o początkach profesjonalnego, XX-wiecznego teatru w Polsce międzywojennej. Dla mojego pokolenia niezwykle ciekawe są też Jej komentarze do PRL-owskiej rzeczywistości, do których doświadczenie zebrała jako Pierwsza Dama kraju u boku ówczesnego premiera.

          Pragnę przypomnieć Jej piękną kartę z okresu wojny. Nie zhańbiła się przekroczeniem zakazu, jaki wydało ówczesne kierownictwo Związku Artystów Scen Polskich, aby nie występować w czasie okupacji hitlerowskiej na scenie. Pracowała jako kelnerka. Wzrusza mnie fakt, że należała do grupy osób, które gasiły pożar na dachu Teatru Polskiego we wrześniu 1939r.

          Po wojnie dziewczyna z Kresów stała się jednym z symboli stołecznego miasta. Teatrowi zapewniała powodzenie. Publiczność chciała Ją oglądać, choć jedni z podziwem, a inni z dystansem, komentując Jej specyficzny styl i kresowy akcent.
W latach dojrzałych określiła się jako heroina teatru, wiarygodna interpretatorka ról wzniosłych i tragicznych. Stać Ją było również na dystans do siebie, co potwierdziła znakomitą kreacją w spektaklu „Gwiazda” Helmuta Kajzara w latach siedemdziesiątych. Z autoironią potraktowała zarówno swój status społeczny, jak i bieg za samospełnieniem.

          Po ostatnie niemal dni życia przyciągała tłumy wielbicieli, czego byłem świadkiem, towarzysząc Jej podczas promocji książki, którą napisała nie tak dawno. Jako czytelnik Jej książek i uczestnik kilku rozmów myślę, że po zawodzie miłosnym, jaki przeżyła w pierwszych latach pracy w teatrze, zwątpiła w miłość. Dlatego oddała ją swoim rolom, postaciom, które drobiazgowo analizowała. Spalając się, czyniła tak świadomie, dokonawszy wyboru, z egzaltacją i goryczą, w walce o sens swego istnienia. Napisała o tym w wierszu „Tancerka”:

 W jednodniowej glorii motyla

dwoję się między lotem a bólem.

Zamiast dzieci mam dobre sezony.

Boję się szału jak Niżyński

ciemnych schodów

górskich przełęczy.

Ale broni mnie uśmiech

ten piruet na twarzy

młodzieńczej  

raz na zawsze. 

 

 

     Olgierd Łukaszewicz

  Prezes Zarządu Głównego ZASP

Olgierd Łukaszewicz: Pożegnanie Niny Andrycz - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz

Aktor filmowy, teatralny, radiowy, wykonujący swój zawód od ponad 40 lat. Obecnie związany z Teatrem Polskim w Warszawie. Prezes Związku Artystów Scen Polskich. Spośród kilkudziesięciu filmów, w których zagrał, najbardziej ceni sobie: „Brzezinę” Andrzeja Wajdy, „Sól ziemi czarnej” i „Perłę w koronie” Kazimierza Kutza, „Dzieje grzechu” Waleriana Borowczyka, „Lekcję martwego języka” Janusza Majewskiego, „Gorączkę” Agnieszki Holland, „Wierną rzekę” Tadeusza Chmielewskiego, „Seksmisję” Juliusza Machulskego, „Magnata” Filipa Bajona, „Pokuszenie” Barbary Sas, „Jańcia Wodnika” Jana Jakuba Kolskiego, „Generała Nila” Ryszarda Bugajskiego i „Daas” Adriana Panka.

Prywatnie zakochany w swoich wnukach, 8-letnim Adasiu i 5-letniej Hani.

9 komentarzy

Click here to post a comment

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close