Olgierd Łukaszewicz - ja aktor Radio Teatr

Radio nie przegrało jeszcze z telewizją

Tym razem wziąłem aparat fotograficzny za kulisy Teatru Polskiego Radia. No cóż, studio jak studio, w środku mikrofon, lampka, która zapala się i gaśnie na start i przerwę, i to już wszystko. Cały teatr to głosy i dźwięki. Do niedawna nie tolerowałem swojego głosu na taśmie, ale obecnie pogodziłem się ze sobą i coraz chętniej biorę udział w nagraniach Teatru Polskiego Radia.

Ostatnio zmusiłem się do posłuchania audycji o królu Stanisławie Poniatowskim, którego starałem się grać z kapryśnością starzejącego się artysty, podpatrzoną u Tadeusza Łomnickiego, kiedy grałem z nim w „Lirze” Edwarda Bonda. Nareszcie minęła usztywniająca mnie w młodości trema przed mikrofonem. Pamiętam, że kiedyś głos wydawałem z siebie jakiś taki nieswój. Oddech był płytki, jakbym przed każdym odezwaniem się startował w sztafecie, więc dialog z partnerami wiązał się ze sobą o tyle o ile. A jak na dokładkę trzeba się było przejść po studiu, żeby słychać było kroki, to i nogi poruszały się jakoś osobno od ciała. Zastanawiałem się, czy lepiej butami tupać, ślizgać się, czy szurać. Irytowało, że normalny chód nie nagrywał się, był za cichy. Przed przyjściem do studia zastanawiałem się więc, jakie założyć buty. Większość z nich była na gumowej podeszwie. Tylko buty na skórze dawały dźwięk. To były czasy, kiedy efekty dźwiękowe – pisk otwieranych drzwi, stukanie noży i widelców, przelewanie płynów, ba! strzały i huki – robiła w ciągu nagrania zasłużona kierowniczka produkcji. Dziś sami imitujemy różne odgłosy, stukania, przesuwania mebli, brzdąkania na instrumentach i wszelkiego rodzaju hałasy. Teraz, co mnie samego dziwi, nie obawiam się już odchodzić i podchodzić do mikrofonu, biegać po schodach, trzaskać drzwiami. Ta swoboda jest pewnie zasługą postępu techniki, stereofonii, ale też lata robią swoje. Co za niespodzianka. W rolach starszych panów czuję się pewniej niż dawniej, jako młodzieniec. Teksty są bogate w wyraziste konflikty, soczyste, namiętne, nawet jeżeli bohater traci już siły.

Olgierd Łukaszewicz: Radio nie przegrało jeszcze z telewizją - BlogStar.pl

 

Ostatnio miałem okazję grać wiele postaci, nawet starszych ode mnie. W „Ryszardzie III” – w tej roli Mariusz Bonaszewski na fotografii razem z Grzegorzem Damięckim – czytałem partię narratora.

Olgierd Łukaszewicz: Radio nie przegrało jeszcze z telewizją - BlogStar.pl

 

Tekstu niewiele, ale reżyser stawia zadanie: „Spróbuj mówić tak, jakbyś był średniowiecznym kronikarzem, trochę rycerzem, trochę mnichem”. Tekst jest bardzo współczesny, dzisiejszy, bez historycznych stylizacji. Reżyser sugeruje obniżyć głos. To otwiera możliwość eksperymentu, więc staram się używać rejestru piersiowego, opuścić emisję w krtań i podeprzeć oddechem z przepony, tak jakbym stał na dużej scenie.

Olgierd Łukaszewicz: Radio nie przegrało jeszcze z telewizją - BlogStar.pl

 

Wszystko po to, aby lepiej panować nad dźwiękiem. Żeby samogłoski były wydłużone, prawie jak w śpiewie. Ale nie wolno tracić mi potoczystości i tempa, przecież jestem blisko mikrofonu. Na granicy szeptu. Udaje się. Brzmi to ciekawie. Taki sport z samym sobą to wielka radość. W radio odczuwam pracę jako zabawę – trzeba wiele improwizować i grać na emocjach jak na klawiszach. Taka zabawa bardzo zbliża aktorską brać. I dlatego lubimy Teatr Polskiego Radia.

Olgierd Łukaszewicz: Radio nie przegrało jeszcze z telewizją - BlogStar.pl

Z Martą Lipińską, która za parę dni obchodzi jubileusz 50-lecia pracy artystycznej w Teatrze Współczesnym, spotkaliśmy się już przed laty. Graliśmy wówczas rozwodzące się małżeństwo. I to nas zbliżyło! W ogóle, im bardziej wizje literackie pozwalają bezkarnie spowiadać się przed publicznością, sięgać do niewypowiedzianych doświadczeń z życia, tym przyjemniej w teatrze, bo motywacje są głębokie. Marta Lipińska zaproponowała redakcji Teatru Polskiego Radia sztukę rosyjskiego autora Edwarda Radzińskiego „Stara aktorka w roli Dostojewskiego”. Rzecz dzieje się w domu dla chorych psychicznie, a może tylko w domu starców. Byłe małżeństwo nie rozpoznaje się już. On był jej reżyserem, a teraz ubzdurał sobie, że jest Dostojewskim, jego drugim wcieleniem. A ona – jak podano w tytule. Autor nagromadził tak obszerną gamę przeżyć, że dla aktorów czytanie tego tekstu to sama radość. Można pokrzyczeć, poszeptać, posiorbać, pochlipać nosem, tłumiąc łzy, i rechotać złośliwie z zachwytu nad własnym niedołęstwem i nieudacznictwem. To taka forma optymizmu starszych panów. Pokazuję tu kilka fotografii z naszej akcji radiowej.

Olgierd Łukaszewicz: Radio nie przegrało jeszcze z telewizją - BlogStar.pl

Dopomagamy sobie bez skrępowania gestami, bo nikt nas nie widzi. Na scenie takie zachowanie byłoby niedopuszczalne. Bez formy i sensu. Ale tutaj, tymi gestami nakręcamy swoje emocje, wykrzywiamy twarze, możemy być komediantami, ile dusza zapragnie. Wszystko pod okiem reżysera, Waldemara Modestowicza.

Olgierd Łukaszewicz: Radio nie przegrało jeszcze z telewizją - BlogStar.pl

W sztuce Ingmara Villqista „Kompozycja w słońcu” gram – niby wrażliwego, ale bezwolnego – męża kobiety, która zamknęła się na całe lata ze swymi dziećmi, nie przyjmując do wiadomości, że na zewnątrz istnieje jakiś świat. Tekst jest metaforyczny. Powstał już przed laty, w każdym razie, przed niedawną aferą austriackiego potwora, który zamknął córkę w piwnicy, płodząc z nią dzieci. Przygotowując się do nagrania, kojarzyłem go z tym niewyobrażalnym horrorem. Wzruszenie nie pozwalało mi przewracać kartek, ale sztuka mną zawładnęła i chmurny seans czytania w samotności dokonał się stosunkowo płynnie. O roli myślałem: „Stary niezguła, niemoralna pierdoła w gorsecie staromodnej elegancji”. Kwestie do wypowiedzenia były krótkie, podporządkowane partnerom i trochę dłuższa spowiedź – usprawiedliwienie. Ciężar odpowiedzialności wpływał na wydobywanie głosu, który stawiał opór. Artykulacja raz dobitna, a raz zamazana, szybka.

Olgierd Łukaszewicz: Radio nie przegrało jeszcze z telewizją - BlogStar.pl

Każdy z nas ma swoje wyobrażenie roli i po swojemu interpretuje konflikt. Dziś o wiele krócej pracuje się nad słuchowiskiem niż kiedyś. Uwagi reżysera są telegraficzne. Dawniej reżyser miał czas, aby apelować do wyobraźni aktorów w formie niemalże wykładów. Szlifowało się prawie każdą kwestię. Dziś, pośpiech napędza pracę i stwarza nacisk na wyobraźnię. Najważniejsze – przykuć uwagę. Nie krępować się emocji, zmieniać rytm. Twardą, okrutną, zapiekłą w swej nienawiści do świata, żonę gra Teresa Budzisz – Krzyżanowska, która zagrała już niejedną królową. Ma w sobie instytut pedagogiczny, bo uczy od wielu lat w szkole aktorskiej. Kiedy stawiam niewłaściwy akcent logiczny – niby do siebie, pod nosem – niecierpliwie, podpowiada szeptem akcent właściwy. Czasem palec wskazujący na tekście wystukuje szybszy rytm. Nie peszy mnie to, bo wiem, że ma rację. Jest mistrzynią słowa. W rolach dorosłych dzieci – Magdalena Kuta i Andrzej Mastalerz – mistrzowie swojej generacji.

Olgierd Łukaszewicz: Radio nie przegrało jeszcze z telewizją - BlogStar.pl

Reżyserem jest autor, bardzo powściągliwy w uwagach. Kiedyś reżyserował tę sztukę w Essen. Dziś z zaciekawieniem obserwuje, co, w związku z jego wieloznacznym tekstem, przyszło nam do głowy…i serc.

Rezultatu nie słyszałem, ale znajomy jadąc samochodem wysłuchał audycji z zainteresowaniem. A więc radio nie przegrało jeszcze z telewizją.

 

 

Olgierd Łukaszewicz

Aktor filmowy, teatralny, radiowy, wykonujący swój zawód od ponad 40 lat. Obecnie związany z Teatrem Polskim w Warszawie. Prezes Związku Artystów Scen Polskich. Spośród kilkudziesięciu filmów, w których zagrał, najbardziej ceni sobie: „Brzezinę” Andrzeja Wajdy, „Sól ziemi czarnej” i „Perłę w koronie” Kazimierza Kutza, „Dzieje grzechu” Waleriana Borowczyka, „Lekcję martwego języka” Janusza Majewskiego, „Gorączkę” Agnieszki Holland, „Wierną rzekę” Tadeusza Chmielewskiego, „Seksmisję” Juliusza Machulskego, „Magnata” Filipa Bajona, „Pokuszenie” Barbary Sas, „Jańcia Wodnika” Jana Jakuba Kolskiego, „Generała Nila” Ryszarda Bugajskiego i „Daas” Adriana Panka.

Prywatnie zakochany w swoich wnukach, 8-letnim Adasiu i 5-letniej Hani.

14 komentarzy

Click here to post a comment

  • Dziękuję za uchylenie rąbka tajemnicy o nagrani teatru radiowego. Zawsze myślałam, że aktor tylko siedzi spokojnie przed mikrofonem, ale że robi różne rzeczy żeby wzbudzić prawdziwe emocje dowiedziałam się dopiero z tego wpisu.

  • Przepiękny wpis, bardzo mądry. Uwielbiam Blogstar właśnie za Pana wpisy, nawet polubiłam internet dzięki Panu.

  • To jest właśnie to, co uwielbiam w aktorach z prawdziwego zdarzenia. Można ich nie widzieć, ale sposobem mówienia rysują postać. Najbardziej cenię sobie tych, którzy w trakcie spektaklu (czy czytania poezji) pozwalają mi zapomnieć jak się nazywają w rzeczywistości. I chodzi mi nie tylko o radio, ale o teatr również.
    P.S. Zabawne zdjęcia 🙂

  • Teatr Polskiego Radia tworzą wybitne osobowości, wspaniali aktorzy. To klasa sama w sobie.

  • Wszystkiego najlepszego dla Pani Marty Lipińskiej. Wielkie sto lat! To wspaniała aktorka.

  • Jak widać teatr radia potrzebuje nie tylko wybitnych aktorów, ale także wiele energii i pomysłowości. Nie jest łatwo. Dopiero pan mi to uświadomił.

  • Teatr radiowy zyskał po pana wpisie, nie wiedziałam, że to takie trudne.

  • Pan Olgierd nawet opowieść o czymś, czego nie widać potrafi opisać w pasjonujący sposób, a zdjęcia – bezcenna wiedza ;), teraz zawsze słuchając radiowych słuchowisk oczami wyobraźni będę widziała próby wczuwania się w rolę przez aktorów. Super! Bardzo się uśmiałam czytając i oglądając ten wpis. Dziękuję 🙂

  • Rzeczywiście zdjęcia rewelacyjne. Kto by pomyślała, że tak wygląda Teatr Polskiego Radia. Ze aktor wchodzi pod stół, aby coś zagrać.

  • Któż by pomyślał, że to może być takie ekscytujące. Zdjęcia mówią same za siebie.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close