Olgierd Łukaszewicz - prezes ZASP

Trochę godności kolego…

Tyle razy chciałem już zapomnieć o tym, co się wydarzyło w ZASP w latach 2002-2005 i zamilknąć…. Niestety za sprawą mediów rzecz wraca co jakiś czas na forum publiczne, choć w różny sposób jest interpretowana. Tym razem to mnie obsadzono w roli czarnego charakteru. W świątecznym i noworocznym numerze kolorowego pisma „Dobry czas” ukazał się tekst pod tytułem „Trochę godności, kolego”, opatrzony dużymi fotografiami – Kazimierza Kaczora i moją.

artykul-lukaszewicz

Porusza się sprawę z dawnych lat jako konflikt gwiazd, jakoby różniły nas sprawy zawodowe, a spór przecież dotyczył zarządzania pieniędzmi na kontach ZASP. To był spór prezesów ZASP. Tę funkcję pełnię i dziś. Artykuł jest zgoła fałszywy i zmusza mnie do obrony. Nie jestem donosicielem, który niepotrzebnie doniósł na kolegę do prokuratury, jak sugeruje wspomniana gazeta. Odkryłem, że w kasie brakuje ponad 9 milionów złotych, a ZASP… nie był ich właścicielem. Dwie kancelarie prawne zobowiązały mnie do złożenia zawiadomienia w prokuraturze. Miałem rzecz zamieść pod dywan? A co by było, gdybym po latach starań nie odzyskał pieniędzy? Czy przemilczenie przez Kazimierza Kaczora straty przed kolegą, który został nowym prezesem, było uczciwe?

Sprawując obowiązki dowiedziałem się, że Kazimierz Kaczor pozbył się księgowej, która nie chciała inwestować na rynku kapitałowym. Nie chciał też zaangażować doradcy finansowego, a przecież wszyscy wiedzieli, że Stocznia Szczecińska, której obligacje kupiono, plajtuje. Potem odkryłem, że na remonty, itp. wydano bezprawnie blisko 5,5 miliona złotych, które nie były własnością ZASP, choć wynagrodzenia w biurze tymczasem horrendalnie rosły, ale w tajemnicy… Kiedy w ZASP zjawiła się prasa, minister kultury zagroził, że odbierze ZASP-owi licencję organizacji zbiorowego zarządzania.

Musiałem bronić ZASP-u przed jego niechybną likwidacją i stworzyć wiarygodny plan naprawczy, a były prezes musiał zdać sprawę ze swego gospodarstwa. To chyba logiczne. Nie jest tak, jak pisze „Dobry czas”: „Kazimierz Kaczor został ostatecznie oczyszczony z zarzutów”. Ten pogląd szerzy również mój Szanowny Kolega w swojej książce z roku 2013. Tymczasem w 2011 roku Sąd, prawomocnym wyrokiem, orzekł, że wraz z byłym skarbnikiem i byłym księgowym są sprawcami wielkiej szkody, jaką poniósł ZASP. Oskarżeni zostali uznani za winnych zarzucanych im czynów (6 grudnia 2011 r. Sąd Okręgowy w Warszawie sygn. X Ka 544/11 ). Gazeta pisze: „Prezes ZASP-u (to znaczy ja), był przekonany, że jego poprzednik postąpił nieuczciwie. Sąd uznał te podejrzenia za bezpodstawne”. Gazeta mija się z prawdą. Sąd potwierdził, że Kazimierz Kaczor złamał Statut ZASP, postępując nieuczciwie wobec koleżanek i kolegów sprawujących funkcję w organach statutowych. Przesłuchałem taśmy z posiedzeń ponad 30-osobowego Zarządu Głównego ZASP, którego byłem członkiem i nadal twierdzę, że kolega Kaczor postępował nieuczciwie, bo wprowadzał w błąd organa ZASP.

Twierdził, że zaciąga kredyty w bankach, a tymczasem lekkomyślnie dysponował powierzonymi ZASP środkami na dużą skalę. Twierdzi nawet, że zarobił 12 milionów złotych. Główna Komisja Rewizyjna nie była dopuszczana do wiedzy, w jaki sposób osiąga się te zyski…

Sąd Koleżeński, pod kierunkiem profesora Jana Kulczyńskiego, ustalił w wyniku wnikliwej analizy, że do katastrofy finansowej doprowadziły decyzje podejmowane wbrew Statutowi. Sąd Rejonowy i Apelacyjny ustaliły to samo. W ZASP jest obszerna, kilkutomowa dokumentacja, zawierająca analizę przyczyn katastrofy finansowej, a którą w Księdze Jubileuszowej ZASP Kazimierz Kaczor lekceważy, twierdząc absurdalnie, że jej nie było.

Przez dwa lata zatrudniona kancelaria, na różne sposoby, starała się odzyskać fatalnie ulokowane środki. Z moim staraniem do porozumienia z bankiem doszło w 2004 roku. 1 sierpnia 2003 roku prokuratura skierowała sprawę do sądu. Proces przed Sądem Rejonowym i Apelacyjnym miał miejsce w 2011 roku. Sąd stwierdził winę i ogłosił warunkowe – powtarzam – warunkowe umorzenie na jeden rok, więc nie jest tak, jak twierdzi w swojej książce z 2013 roku Kazimierz Kaczor, iż sprawę umorzono. Sąd nie uwolnił kolegów od zarzutów, przeciwnie, potwierdził je. Uwzględnił jednakże również dobre intencje podsądnych: „Oni chcieli dobrze dla ZASP-u”. Właśnie takich słów użyłem jako świadek przed Sądem.

Życzę koledze Kaczorowi, aby grał w serialach i był czynny zawodowo. Nadszedł jednakże czas, w którym zrozumiałem, że teraz ja muszę opowiedzieć ww. historię we własnej książce. Nie będę już milczał. Zbyt wiele pojawiło się narracji. A ręce podaliśmy sobie z Kazimierzem Kaczorem już 16 września 2002 roku, o czym informowała „Rzeczpospolita”, więc „Dobry czas” judzi , że od blisko 15 lat nie podaliśmy sobie ręki. Postaram się, aby moja książka ukazała się jeszcze w tym roku.

 Olgierd Łukaszewicz

 

Olgierd Łukaszewicz

Aktor filmowy, teatralny, radiowy, wykonujący swój zawód od ponad 40 lat. Obecnie związany z Teatrem Polskim w Warszawie. Prezes Związku Artystów Scen Polskich. Spośród kilkudziesięciu filmów, w których zagrał, najbardziej ceni sobie: „Brzezinę” Andrzeja Wajdy, „Sól ziemi czarnej” i „Perłę w koronie” Kazimierza Kutza, „Dzieje grzechu” Waleriana Borowczyka, „Lekcję martwego języka” Janusza Majewskiego, „Gorączkę” Agnieszki Holland, „Wierną rzekę” Tadeusza Chmielewskiego, „Seksmisję” Juliusza Machulskego, „Magnata” Filipa Bajona, „Pokuszenie” Barbary Sas, „Jańcia Wodnika” Jana Jakuba Kolskiego, „Generała Nila” Ryszarda Bugajskiego i „Daas” Adriana Panka.

Prywatnie zakochany w swoich wnukach, 8-letnim Adasiu i 5-letniej Hani.

17 komentarzy

Click here to post a comment

  • Przeczytałam artykuł w „dobrym czasie” uważam, że jest on oznaką zupełnego braku wiedzy o sprawach, które porusza. Pan Łukaszewicz, jest jedynym prezesem ZASP-u, który odważył się ujawnić błędy p.Kaczora swego poprzednika na stanowisku prezesa. Błędy, które kosztowały miliony, obniżyły wiarygodność ZASP w środowisku. O tym powinien pamiętać p.Kaczor i nieudolne próby wybielenia siebie budzą sporo wątpliwości, które wyjaśnił sąd. Wyjaśnienia te, raczej p.Kaczorowi nie pomogły w odzyskaniu dobrego imienia. Pozostaje problem rządzenia się prywatnymi pieniędzmi bez zgody właścicieli.
    Dodam: więcej godności p.Kaczor .
    Były pracownik ZASP-u.

  • Panie Olgierdzie uważam, że postąpił Pan słusznie. Ważne, że Pan wie jaka jest prawda oraz ludzie, którzy są blisko Pana, a Ci którzy źle uczynili na pewno prędzej czy później poniosą konsekwencje.

  • Sprawa rzeczywiście przykra, ale dla mnie zawsze jest Pan wiarygodny. Trudno było postąpić inaczej. Pozdrawiam serdecznie .

  • Panie Olgierdzie- ogromny szacunek dla Pana, że zgodził się Pan na tę funkcję- Pana rodzina tylko wie, ile to Pana kosztuje. Podziwiamy i pozdrawiamy z Przemyśla

  • No niestety. I wśród nas, i na”piedestale” są ludzie, którzy rzeczywistość sobie tworzą, a później myśląc, że jest prawdziwa – żyją w niej. Szkoda tylko, że kosztem innych.

  • Witam i Serdecznie pozdrawiam !
    Przeczytałem cały artykuł z pewnym niesmakiem, mam nadzieję, że pan Kazimierz Kaczor nie autoryzował tego artykułu. Szanowny Panie Olgierdzie również czekam na książkę i mam nadzieją że ZASP ma dobrych prawników, którzy pokażą i przypomną „Dobremu Czasowi” o co chodziło – Pod Grunwaldem. Tylko tak jak już napisał mój imiennik (zbieżność imion przypadkowa) kara musi być dotkliwa.
    z pozdrowieniami i wyrazami szacunku
    Paweł de Abgaro Zachariasiewicz

  • Przykra sprawa. Mam nadzieje, że ksiązka, o której Pan wspomina, w końcu połozy kres tym wszystkim pomówieniom. I światło dzinne ujrzy prawda.

  • Tak to niestety się kończy jak za pisanie artykułów w gazetach na tematy zahaczające o prawo biorą się ludzie, którzy na prawie się kompletnie nie znają.

    Myślę, że problem wziął się z pomylenia ,,umorzenia” z ,,warunkowym umorzeniem”. Ta sprawa karna była dość głośna i skończyła się właśnie prawomocnym WARUNKOWYM umorzeniem postępowania wobec Pana Kaczora przez Sąd. Dla laika różnica subtelna, dla prawników to czasem przepaść. Sąd postępowanie warunkowo umarza, jeśli stwierdza, że ktoś dopuszcza się przestępstwa i jest winny, ale z uwagi na inne okoliczności (np. dotychczasowa niekaralność) nie skazuje go, tylko stawia pewien warunek, że przez kilka lat ma postępować zgodnie z prawem, pod rygorem ,,powrotu do punktu wyjścia” i właśnie skazania.

    To, że sam sprawca czuje się niewinny, skrzywdzony, czy wręcz oczyszczony z zarzutów mnie nie dziwi. Więzienia pełne są przecież ludzi, którzy subiektywnie twierdzą, że są niewinni. Od mediów powinno jednak wymagać się, już może nie obiektywizmu, ale przynajmniej odrobiny wiedzy na opisywany temat.

    Po drugie, artykuł (który przeczytałem) jest dość tendencyjny. Zawiadomienie o przestępstwie nazywa się donoszeniem na kolegę. Zastanawiam się, czy ewentualne niezawiadomienie nazwano by kolesiostwem.

  • Myślę, że odgrzewanie tematu robi więcej szkody tym, którzy zostali osądzenie za tę sprawę przez sąd. Chciałoby się powiedzieć – WIĘCEJ POKORY.

  • Myślę, że to „odgrzewanie kotletów” sprzed 15lat przez polskojęzyczny niemiecki periodyk, podyktowany jest jak zawsze potrzebą nakręcenia sprzedaży. Niemcy są bardzo pragmatyczni wiec słupki musza rosnąć. To oburzająca praktyka w której idzie zapewne o sprowokowanie Pana – żeby było „o czym pisać i żeby rosła sprzedaż”.
    Myślę, że książka z dokumentami mówiącymi jak było naprawdę – to świetny pomysł.
    Prawda zawsze zwycięża i tego bym się trzymał.
    A bym się jeszcze zastanowił czy bogatego niemieckiego właściciela nie pociągnąć w sądzie za te łgarstwa „po kieszeni”. Dotkliwa kara pieniężna to najskuteczniejszy sposób na takie prymitywne zagrywki. Tylko musi być dotkliwa i większa niż zyski gazety ze zwiększonej Pana kosztem sprzedaży – inaczej to oni będą „zwycięzcami”.
    Trzymam kciuki za książkę.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Panie Olgierdzie!
    Czytam Pana wpisy na Blogu, a ten postanowiłem skomentować. Sam piszę blog co prawda w trochę innej branży niemniej czuję z Panem blogową więź.

    To śmieszne i żenujące, że Pan, człowiek który przez lata pracuje dla dobra szeroko pojętego koleżeństwa, człowiek który chciał, musiał, czuł obowiązek „wyprostować” szereg spraw po swoim poprzedniku musi bronić swojego imienia i zabierać głos w wyniku tak prowokacyjnego i niskich lotów artykułu gazety, której tytułu nie pomnę.

    Skądinąd wiem, że bycie prezesem jakiejkolwiek organizacji o charakterze np. społecznym to w 99 % obowiązki, codzienne szare czynności, cotygodniowe rytuały, comiesięczne zebrania i coroczne sprawozdania. W tych 99% mieści się też odpowiedzialność za organizację, za finanse, za opinię, za działalność statutową, za to co się zastało po poprzednikach i to co się po sobie zostawi. Mieści się tam także poświecenie czasu, jaki można spędzić np. z rodziną. Ten 1 % funkcji to może jakiś splendor, może duma, może satysfakcja z obdarzenia przez kolegów i koleżanki zaufaniem.
    Niestety dla wielu ludzi ta proporcja nie istnieje, a jeśli tak to na opak. Dlatego rozumiem jak bardzo może to wkurzać kiedy przez lata człowiek podporządkowuje swoje życie dostosowując je do potrzeb funkcjonowania organizmu takiemu jak ZASP po czym musi bronić się przed próbą podważania tych lat i wciągnięcia w grę, zapewne dla poprawy wyników sprzedaży tytułu.

    Wyrażając własną opinię uważam, że tę książkę powinien Pan napisać. Uważam, że łatwiej będzie szukać motywacji dla kolejnych rozdziałów w tym co Pan kocha i czemu poświęcił Pan swoje życie. Wszak ZASP kryje wspaniałą historie, historię wspaniałych ludzi, wydarzeń, karier, tragedii, miłości, romansów, zdrad, anegdot. ZASP zmieniał się tak jak zmieniały się czasy, ustrój, ministrowie i w końcu także prezesi. Aktorzy przychodzili i przemijali. Pan zna te wszystkie historie. Niech Pan nie traci siły, czasu i motywacji na bzdury. To będzie świetna książka i pewny bestseller. Prawda obroni się sama.

    A jak już Pan napisze, zgłoszę się po osobistą dedykację

    Pozdrawiam
    Paweł Kaczmarek
    http://www.dookolainstalacji.pl

  • Dziwny jest ten świat, dziwni ludzie a uczciwość i sprawiedliwość w dalekim ogonie

  • Panie Olgierdzie u nas taka moda ostatnio na kwestionowanie wyroków. Zamilknąć powinien ktoś inny i przeczekać z podkulonym ogonem pamięć o tej sprawie. Gazety mogą pisać co chcą a jakie były fakty wiedzą wszyscy. Sąd dwóch instancji potwierdziły, że doszło po prostu do popełnienia przestępstwa

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close