BlogStar -> Krzysztof Wieszczek -> Wieszczek w Bieszczadach czyli jak zgubiłem się w górach, część druga.

Wieszczek w Bieszczadach czyli jak zgubiłem się w górach, część druga.

Stałem pod drogowskazem, który wskazywał wszystkie możliwe szczyty, szlaki i miejscowości oprócz tych, do których zmierzałem.

Krzysztof Wieszczek: Wieszczek w Bieszczadach czyli jak zgubiłem się w górach, część druga. - BlogStar.pl

W sytuacjach strategiczno – dramatycznych najważniejsze to nie tracić rezonu. Tylko spokój może nas uratować! Pomyślałem, że warto przycupnąć na kamieniu, poobserwować mech, porosty, ściółkę i kosodrzewinę oraz ruchy chmur na niebie. Kiedy okazało się jednak, że kontemplacja i obserwacja nie przynoszą żadnych iluminacji ani innych genialnych pomysłów, upadłem na duchu. Gotów już byłem wyciągnąć monetę, by z jej pomocą zdecydować, czy iść do Cisnej czy do Smereka, czy może gdzieś na Słowację…

wieszczek-bieszczady-cz2

Wtedy niczym deus ex machina na polanę wyszło dwóch piechurów – kapeluszników! Kiedy streściłem im swoją sytuację, nie mogli się nadziwić, że w tak długą trasę można iść bez mapy i pełnego turystycznego rynsztunku. Oczywiście poratowali niepoważnego wędrowca w potrzebie, podzielili się wodą, chcieli nakarmić, wreszcie pokazali mi taką samą mapę, jaka została w moim aucie…

wieszczek-bieszczady-cz2_2

Okazało się, że szedłem właściwym szlakiem, ale w przeciwnym kierunku. Zamiast piętnastu śmignąłem dwadzieścia pięć kilometrów, a do najbliższej cywilizacji miałem jeszcze minimum dziesięć. Podziękowawszy, najadłszy się wstydu i czując na sobie pełne politowania spojrzenia ruszyłem łapać autobus w Smereku, skąd do celu mojej wycieczki miałem już tylko… trzydzieści kilometrów szosą! Przyznam się Wam, że ostatnie kilometry to już nie była największa przyjemność, szybko schodziła mi już tylko skóra z pięt i palców. Ale za to mogę powiedzieć, że wyszedłem na spotkanie przygody! Przy czym od razu zaznaczam że nie warto brać przykładu z niżej podpisanego, w górach ZAWSZE należy zaopatrzyć się w mapę, prowiant, wodę. Nie trzeba potem jak ludy pierwotne ogołacać krzaczków jagodowych i malinowych, bo w brzuchu burczy, a w gardle sucho. A swoją drogą takich malin jak w Bieszczadach nie masz w żadnym kraju…

Za poświęcony czas z góry dziękuję, czyli jak mówią w Chicago: Thank You from the mountain:) – dziś pasują obie wersje;)

Koniec części drugiej, ostatniej:) kw

wieszczek-bieszczady-cz2_3PS. Bieszczady to górki trochę mniejsze, ale za to wdzięczne widokowo, mniej zakorkowane, chociaż papieski szlak na Tarnicę bywa tłoczny i jeśli nie ma się formy żeby obiegać pielgrzymujących śladami Jana Pawła to można dłużej zabawić na szlaku. Sama trasa jest dość wymagająca bo jak na Bieszczady stroma, ale dla zdrowego spokojnego piechura do przejścia w 2 godziny. Dla ambitnych i sportowców poniżej godziny. A tak na marginesie: jak myślicie w ile ja wszedłem? Ale są widoki i można przećwiczyć na tysiąc sposobów frazę dzień dobry miłego dnia. Bardzo to lubię że nieznajomi pozdrawiają się z uśmiechem na szlaku, ach gdyby ten zwyczaj przenieść na ulice naszych miast…

Dobra, chyba się rozgadałem, a zatem ku końcowi: wszem i wobec polecam bieszczderstwo jako cudowny sposób na wyciszenie bo naprawdę można nie spotkać nikogo przez kilka godzin i to jest w Bieszczadach najpiękniejsze. A jak się człowiek zmobilizuje i po górkach pochodzi to i zdrowe ciele w zdrowym ciele zagości. Aha! No i smak piwa po ośmiu godzinach łażenia… Nic dodać, nic ująć:)

 

Komentarzy: 6 dla “Wieszczek w Bieszczadach czyli jak zgubiłem się w górach, część druga.

  1. Właśnie jadę w Bieszczady i jeśli uda mi się wyjść na szlak będę pamiętała o Twoich przestrogach. Pozdrawiam cieplutko!

  2. Jeździłam w Bieszczady w młodości, znam miejsca, o których Pan pisze. Ze mną by się Pan nie zgubił;-) To rzeczywiście piękny zakątek i warto go odwiedzić.Pozdrawiam serdeczmie

  3. No padłem !!! Właściwym szlakiem tylko w przeciwnym kierunku! Góry mogą zaskoczyć człowieka, zwłaszcza takiego, który nie zabierze mapy;-)!

  4. Powiem szczerze, że nigdy mnie jakoś nie interesowało czytanie blogów. Trafiłem tu przez przypadek i przeczytałem pierwszy wpis, z braku zajęcia, stojąc w korku. Przeczytałem pierwszy, zaraz później drugi. Dzisiaj Twoja Bieszczadzka wyprawa mnie tak pochłonęła, że czekam już z niecierpliwością na kolejne wpisy pełne tej pozytywnej energii!!
    Już nie mówiąc o tym, że chyba wiem gdzie spędzę wolny weekend we wrześniu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>