BlogStar -> Krzysztof Wieszczek -> Wieszczek w Bieszczadach czyli jak zgubiłem się w górach

Wieszczek w Bieszczadach czyli jak zgubiłem się w górach

Drodzy Czytelnicy. Dziękuję Wam za Wasze podpowiedzi i inspirujące pomysły po moim ostatnim wpisie w tym miejscu. Postanowiłem Wam opowiedzieć o moich wakacjach i wyszło mi materiału tyle, że muszę podzielić go na dwie części. Ale po kolei czyli first things first, jak mówią Anglicy:) Zaraz po tym jak zamieściłem mój poprzednie wpis, wsiadłem w samochód, przejechałem 450 km po polskich drogach w jedyne 8 godzin i znalazłem się w Bieszczadach na długo wyczekiwanym wywczasie:)

Jak przystało na posiadacza Kryształowej Kuli staram się zawsze wybierać najbardziej oblegane przez turystów miejsca do wypoczynku, żeby móc się porządnie polansować, zaprezentować najnowsze i najdroższe modele odzieży turystycznej, dać się sfotografować niczym niedźwiedź w Zakopanem 😉

wieszczek-w-bieszczadach-cz1

Dbam też zawsze, żeby znajdować się w zapierającej dech, egzotycznej scenerii, dlatego też na pierwszy ogień wybrałem trasę z Maniowa koło Woli Michowej, przez Balnicę, Wysoki Groń, aż do legendarnego Starego Łupkowa, szlakiem niebieskim wzdłuż granicy polsko – słowackiej. Tylko nie mówcie, że nic Wam to nie mówi! :)

wieszczek-w-bieszczadach-cz1a

Droga wiedzie przez las lub porośnięte lasem góry, także w kwestii widoków to… widoków nie ma. Jest las, generalnie zielony, cały czas raczej pod górkę lub z górki, toteż i patrzy się raczej pod nogi. Jeśli zaś o tłumy idzie to spotkałem stracha na wróble, dwie sarenki, żuka (ktoś wie jaki to gatunek?), zaskrońca, nagrobek z XIX wieku, żmiję zygzakowatą (nie zrobiłem zdjęcia bo za szybko uciekałem) i po paru godzinach pięć osób, wszystkie w skórzanych kapeluszach. Ale to akurat w Bieszczadach nie powinno nikogo dziwić – taka moda, coś jak broda i stary rower na Placu Zbawiciela.

wieszczek-w-bieszczadach-cz1-11 wieszczek-w-bieszczadach-cz1-6 wieszczek-w-bieszczadach-cz1-1

I tu pozwólcie, że zrobię wtręt.

Otóż jako znany „Góral” i serialowy ratownik TOPRu wiem dobrze, że na pieszą wycieczkę w góry trzeba się przygotować. Przed rozpoczęciem wędrówki zerknąłem do mapy, sprawdziłem szlak, oszacowałem, że przejdę trasę w cztery godzinki – sześć kilometrów na godzinę to tempo w sam raz dla mnie, w końcu forma jest. Zabrałem ze sobą butelkę wody mineralnej i dwa jabłka. Po co mi zbędny balast! Trasa prosta, szlak czynny, wszystko pod kontrolą, pogoda jak złoto… Jakież było moje zdziwienie, kiedy po sześciu godzinach ostrej wędrówki bez przerw na odpoczynek (serio, na szlaku staję się dziwnie zawzięty i nie pozwalam górze się zdominować:)) napisy były tylko po słowacku, a i nazwy szczytów i kierunków jakoś nic mi nie mówiły… Kiedy w końcu niebieski szlak, którym szedłem się skończył, pomyślałem, że chyba jednak lepiej było wziąć ten kieszonkowy atlas „Bieszczady” do kieszeni…

Koniec części pierwszej, ciąg dalszy nastąpi:) kw

Komentarzy: 5 dla “Wieszczek w Bieszczadach czyli jak zgubiłem się w górach

  1. Wspaniały wpis o podróżach! Więcej takich! Powinniśmy promować nasz piękny kraj! Wakacje w Polsce to jest to! Czekamy na dalszy rozwój wypadków!

  2. Aktywny wywczas w Bieszczadach, jak na miłośnika gór przystało! Wrzucaj więcej zdjęć Wieszczku, świetne są!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>