Obyczajowe Olgierd Łukaszewicz - prezes ZASP Rozrywka Teatr

Fredro wiecznie żywy

Ostatnie tygodnie były dla mnie tak szalone – lub jak inni wolą mówić „dynamiczne” – przepełnione niespotykaną wcześniej ilością zajęć, że zabrakło sił, aby pisać coś dla przyjemności, dla BlogStara. Jako Prezes ZASP musiałem zadbać o przygotowania do Zjazdów swojego Stowarzyszenia – Sprawozdawczego i Statutowego, przygotować posiedzenie Komisji Kultury Związku Miast Polskich w siedzibie ZASP, przygotować wystąpienie na Konwencie Przewodniczących Sejmików Wojewódzkich RP. Było jeszcze wiele innych obowiązków, mniej lub bardziej przyjemnych. Do tych ostatnich należało wniesienie do Komisji Kultury Sejmu RP podania o przyjęcie okolicznościowej uchwały z okazji 220. rocznicy urodzin naszego największego komediopisarza Aleksandra Fredry.

Olgierd Łukaszewicz: Fredro wiecznie żywy - BlogStar.pl
fot. Emilia Gowin

W czasie obrad Komisji ustalono, że do tekstu projektu uchwały wkradł się błąd literowy. Powołano się na XIX-wiecznego dyrektora teatru krakowskiego, który pisał, że śmiech Fredry był „szczery, uczciwy, samorodny i … rodzinny”. Obecna prof. Anna Kuligowska-Korzeniewska zwróciła uwagę, że powinno być „rodzimy”. Dla mnie humor i słowa Fredry były właśnie „rodzinne”, bliskie przez fakt, że w czasach naszego dzieciństwa mama często cytowała kawałki z „Zemsty”, np.: „Hej Gerwazy! Daj gwintówkę, niechaj strącę tę makówkę!” albo „Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby”, i wiele innych. W krakowskiej szkole aktorskiej profesor od literatury powszechnej Wiesław Gorecki, który uczył też Gustawa Holoubka, handlował „piątką” – kto zna na pamięć całą „Zemstę” ma egzamin zaliczony na bardzo dobry. Tak się składa, że poseł sprawozdawca Jerzy Fedorowicz jest moim kolegą ze studiów i mógł tę, nieco żartobliwą wypowiedź, potwierdzić. Puentą mojego krótkiego wystąpienia przed Komisją Kultury było wyrażone przeze mnie przypuszczenie, że i w Sejmie pewnie bawią się cytatami z Fredry np.: „Ja z powicia ślub uniosłem, nigdy w życiu nie być posłem”, a ostatnio pewnie żywo się kojarzy cytat: „Wolnoć Tomku w swoim domku”.

 

Wraz z Zarządem ZASP postanowiliśmy obchodzić urodziny z zespołem Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie. Wzięliśmy udział w korowodzie szkół, których uczniowie nieśli na tablicach cytaty z fredrowskich komedii. Po przedstawieniu „Dam i huzarów” w reżyserii dyrektora Tomasza Szymańskiego, zagraliśmy żart sceniczny, który w czasie długiego weekendu majowego przyszedł mi do głowy. Tytuł „Wyssane z palca” – to tylko alibi, bo chodzi o palec, który ułamano mumii Aleksandra hrabiego Fredry, kiedy wrocławski profesor w 1970 roku postanowił ustalić w jakim stanie znajdują się szczątki poety w, zamienionym na magazyn, kościele w Rudkach na Ukrainie. Otóż magazynier, widząc nabożny stosunek profesora do poety, ułamał palec wskazujący i podarował na pamiątkę. Istniało realne zagrożenie, że za niedługo, nie tylko trumna hrabiego, ale inne trumny członków jego rodziny, zostaną wyrzucone na śmieci. Profesor, w przekonaniu, że ocali relikwie, postanowił przemycić je przez granicę. Radziecki celnik odkrył zawiniątko, ale profesor wytłumaczył się, że to szczątki babci ze Lwowa. Celnik machnął ręką i nie zajrzał do walizki, w której znajdowały się cenne mikrofilmy potrzebne badaczom literatury. We Wrocławiu jednak uznano, że profesor przyczynił się do profanacji zwłok. 19 lat trwało, aż uspokoiło się serce profesora. Nikt nie chciał przyjąć na spoczynek palca autora wielu nieprzyzwoitych wierszyków. Wreszcie proboszcz parafii św. Maurycego wykazał poczucie dystansu i szacunku jednocześnie. Ofiarował srebrne puzderko, w którym złożono kosteczki, a profesor ufundował tablicę. Palec spoczął w murze kościoła, ale po stronie zewnętrznej.   Wokół tej historyjki ułożyły się słowa, które kradłem bezczelnie samemu Fredrze, czasem coś dopisując, przekręcając, tworząc tzw. „bigos literacki”. Fabuła utworu scenicznego była prosta – wpadają goście na urodziny jubilata („Już dwie setki leży w grobie / poswawolim tedy sobie”) wrzeszczą, domagając się obchodów („Cóż, szampana dziś nie dacie?!”), zachowują się dosyć niecierpliwie, co oburza gospodarza miejsca, Gerwazego (strażnika praw autorskich Fredry – w tej roli dyrektor teatru w Gnieźnie) i który grozi gwintówką: „Powystrzelam was pomału / jam jest strażnik oryginału”. Nasza sztuczka trwała blisko 40 minut. Obsadę tworzył Zarząd ZASP plus niezwykle utalentowany Marcin Kwaśny jako młode pokolenie. Dla siebie zarezerwowałem rolę jakby Papkina, który pisze nie testament, jak w „Zemście”, ale urodzinową komedyjkę. Zawsze marzyłem o roli Papkina, nikt mnie nie obsadził, więc napisałem sobie rolę sam: „We mnie hula moc zdradziecka / gadam Fredrą już od dziecka”.

Olgierd Łukaszewicz: Fredro wiecznie żywy - BlogStar.pl
fot. Emilia Gowin

Wystąpiłem we fraku, zwanym jaskółką, który należał  kiedyś do mojego ojca. A uszyto go w Warszawie w 1932 roku. Zabawa była przednia, choć nasz występ miał charakter kostiumowej próby czytanej i wszyscy mieli teksty w ręku. Znakomicie spisała się obsługa teatru. Wśród odgłosów gromów i błyskawic, palec pojawił się w trumience, która zjeżdżała z góry jako ingerencja poirytowanego nieba. Czy pamiętacie jak kończyła się „Zemsta”? „Zgoda, zgoda / a Bóg wtedy rękę poda”. My, klękając na proscenium, wołaliśmy: „Żeby wreszcie była zgoda / niech nam chociaż palec poda”. Zespół aktorski teatru w Gnieźnie sprawił nam niespodziankę wchodząc na scenę i śpiewając dodane do zaproponowanego przez nas tekstu piosenki finałowej „Narobił nam filut hrabia łoskot”  słowa: „Vivat goście aktorowie wiwat i krytycy / bo zjechali dzisiaj do nas ZASP-u przodownicy”.

Olgierd Łukaszewicz: Fredro wiecznie żywy - BlogStar.pl
fot. Andrzej Dębski

Kiedy wjechała atrapa tortu ze świeczkami, przygasło światło, aktorzy wzięli lampki do ręki i wszyscy zawirowali w rytmie melancholijnego walca granego na ukraińskich cymbałach. Przy owacji na stojąco pozostało nam kokietować jak dzieci widownię z palcem na ustach. Cieszy mnie, że mogliśmy podziękować jako Zarząd dyrektorowi teatru w Gnieźnie za jego 23-letnią dyrekcję w dniach, kiedy kończy się jego misja. Ciekawe czy ruszymy w objazd z fredrowską zabawą? Dyrektor w Gorzowie, ledwo o nas usłyszał,  już otwiera gościnne progi…  Ale czy nie zawaha się byśmy wkroczyli – tak jak w Gnieźnie – na scenę z wieńcem pogrzebowym, oplecionym wstęgą z napisem „Fredro wiecznie żywy”. Aktorzy bywają przesądni!

Olgierd Łukaszewicz: Fredro wiecznie żywy - BlogStar.pl
fot. Emilia Gowin

W obsadzie Zarząd ZASP – Ewa Leśniak, Krystyna Wiśniewska, Maria
Mielnikow, Krystyna Piaseczna, Andrzej Dębski, Andrzej Precigs,
Krzysztof Górecki (głos) oraz Marcin Kwaśny. Z Gniezna udział wzięli:
dyr. Tomasz Szymański i Wanda Polskowska – Malicka.

 

Olgierd Łukaszewicz

Aktor filmowy, teatralny, radiowy, wykonujący swój zawód od ponad 40 lat. Obecnie związany z Teatrem Polskim w Warszawie. Prezes Związku Artystów Scen Polskich. Spośród kilkudziesięciu filmów, w których zagrał, najbardziej ceni sobie: „Brzezinę” Andrzeja Wajdy, „Sól ziemi czarnej” i „Perłę w koronie” Kazimierza Kutza, „Dzieje grzechu” Waleriana Borowczyka, „Lekcję martwego języka” Janusza Majewskiego, „Gorączkę” Agnieszki Holland, „Wierną rzekę” Tadeusza Chmielewskiego, „Seksmisję” Juliusza Machulskego, „Magnata” Filipa Bajona, „Pokuszenie” Barbary Sas, „Jańcia Wodnika” Jana Jakuba Kolskiego, „Generała Nila” Ryszarda Bugajskiego i „Daas” Adriana Panka.

Prywatnie zakochany w swoich wnukach, 8-letnim Adasiu i 5-letniej Hani.

10 komentarzy

Click here to post a comment

  • Podobają mi się takie inicjatywy. Szkoda, ze to rozrywka z wyższej półki, tylko dla wybranych. Mnie studenta na to nie stać.

  • Panie Olgierdzie, z niecierpliwością będę czekała na występ w Gorzowie aby móc z wielką przyjemnością znów Pana podziwiać na scenie.

  • No i tak -mocium panie-zaczęły się wakacje i nikt jeszcze Pana nie odwiedził?;-)
    Kompy i „laptoki” poszły do kątów…
    Ja niestety,póki co ,upajam się zapachami mojego Poznania;-),gdzie -na szczęście górę biorą niesamowicie pachnące lipy .Kiedy spacerujemy z moją piękną ,mądrą i kochającą suką rasy Akita- tutaj muszę polecić -jeśli P.nie oglądał film-Hachiko oparty na faktach ,z moim „ajdolem” Richardem Gere -również polecam Mr.Jonesa , oraz z równie rewelacyjnym Edwardem Nortonem -Lęk pierwotny -tak w wolnej chwili-przepraszam- to mam wrażenie ,od tych zapachów ,że to ona przyprowadza mnie do domu….;-)
    Poczytałam w intr.o tym teatrze w Gnieżnie-szykują się zmiany i o tym ,że aktor wychodzi w teren”do widza.My teraz mamy Teatry Malta- występy głównie na Pl.Wolności ,ale zamieszanie ,hałas ,dzieci….chyba wolę klimat ,atmosferę i zapach teatru ,choć taki kontakt ,też ma swój urok.
    Myślę ,że ma Pan „super pomysła” na rozkręcenie takiego teatru objazdowego .Pan Precigs też jest -jak mówi moja córka-spoko …. Ja się zgłaszam do pomocy w takim przedsięwzięciu ,moja kumpelka dyr.Domu Kultury ,tez pewnie coś by udostępniła,wymyśliła czy wykorzystała kontakty a robiła już spotkania z aktorami.
    A może Andrzej Pieczyński- wrócił jakoś na stare śmieci do Pobiedzisk i robi coś w teatralnych klimatach. Jest też w intr.
    Wow…moja wyobrażnia poszybowałaaaaaaa – ale już się cieszę ;-))))
    Dobrze ,że swojego powera- bo chyba mogę tak to nazwać ,wykorzystuje Pan w tak dostępny ,wesoły i fajny sposób – gratulacje .
    Przechodziłam wczoraj przez skwerek P.Wilhelmiego, chyba dobrze się tam czuje ,zieleń porosła mu wokół, po samą brodę …:-)
    Pozdrawiam serdecznie.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close