Olgierd Łukaszewicz - podróżuję i zwiedzam Podróże

Marokańskie impresje 2

Za oknem śnieg i mróz. Do bożonarodzeniowej szopki dostawiłem figurki mosiężnych wielbłądów. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa, że Mędrcy ze Wschodu przybywali właśnie na wielbłądach. Te moje przywiozłem z Maroka. Dla wnuków. Z nadzieją, że nie utoną pośród sterty zabawek, nie zniszczą się tak łatwo, a przy corocznej selekcji rupieci ocaleją jako trwały fragment pamięci o podróży dziadka do egzotycznego kraju, z którego być może Mędrcy przywędrowali do Jezuska.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Na Zachodzie, który nasz przewodnik Khalid Mimi nazywał „strefą watykańską”, zapomnieliśmy już dzisiaj, że  to właśnie arabscy uczeni wprowadzali w średniowieczu do Europy matematykę, medycynę, czy chemię. Mędrcy w szopkach mojego dzieciństwa mieli szczupłe, opalone twarze. Tak jak te, które otoczyły mnie na lotnisku w Marrakeszu, po 3,5-godzinnym locie z Frankfurtu. Nigdy wcześniej nie byłem w Afryce i dopiero w Maroku dowiedziałem się, że Czarny Ląd rozciąga się jakieś 2000 km na południe.

  Przy wigilijnym stole przymykam oczy, powraca świergot ptaków, który przywitał nas już na lotnisku i towarzyszył w parkach Maroka. Zazdrościłem im tej zimowej wiosny. Hala lotniskowa może się poszczycić nowoczesną architekturą inspirowaną drobnym, pełnym prześwitów, ażurowym wzorem niczym w lampach arabskich. To wrażenie potwierdziło się później, kiedy z rąk mistrza metaloplastyki otrzymałem w prezencie lampę, z której światło sączy się jak z lampy Alladyna. Dając światło jednocześnie przed nim chroni, bo tu ludzie szukają cienia, podczas gdy my odżywamy w świetle słonecznym.  

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

4 grudnia wychodzimy z samolotu. Jest + 18 stopni. Zdejmujemy kurtki zimowe, wykrzykując: „Lato! Lato!”. Nie przeczuwając jeszcze, że pod wieczór i nocą znów będziemy je zakładać ze względu na chłód. W Afryce! Na horyzoncie piętrzą się ośnieżone szczyty, a przy nas palmy. Grudzień to najlepsza pora dla turystów na wędrówki. W Polsce za oknem śnieg, zziębnięte sikorki domagają się ziaren.  Przy świątecznym stole myśl swobodnie łączy wspomnienia, miesza chronologię zdarzeń, na powierzchnię wypływają obrazy, scenki, przedmioty w dowolnym porządku. Dziewczyny zapytały gospodarza naszej podróży w Maroku, jak powiedzieć „kochanie?”. „Habibi” – odpowiedział. „Habibi” – zwracam się do mojej wnuczki.

W pałacu Wielkiego Wezyra, a także w pałacu Ministra Wojny, przewodnik wskazuje: „Tu był pokój jednej żony, a tam – pokazuje oddalone o kilkanaście metrów pomieszczenie – pokój drugiej żony”. Ciekawe, czy kiedy budowano pałac, wezyr miał już dwie żony, czy dopiero jedną? Przewodnik opowiada bardzo ciekawie. Nie podaje tysiąca dat, których i tak nikt nie zapamięta. Opowiada jak wyglądało życie w tych murach. Pokazuje małą szafkę wiszącą na ścianie. To do niej sięgał mąż po pachnidła, w dyskretny sposób dając znać, że pragnie wkroczyć do łoża małżonki. Napięcie rodziło się na dziedzińcu z centralnie położoną fontanną. Mąż spoczywał w jednej z nisz okalającego muru, a kobiety moczyły nogi w krynicy, w której pływały płatki róż. Myśli męża nie zakłócał świat zewnętrzny, bo nie ma tu okien. Ten przytulny dom ma charakter twierdzy. Jedna z wnęk przeznaczona była dla artystów muzykantów, a także, jeśli dobrze zrozumiałem przewodnika, dla artystek, które bogacz pożerał wzrokiem w upale marokańskiej noce.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Na takich dziedzińcach siadywaliśmy w ekskluzywnych restauracjach, nad nami księżyc, gwiazdy i grudniowy chłód. Mimo zajętych stolików dominowała cisza, w której dawało się słyszeć brzęk strun samotnego śpiewaka. Najpierw śpiewał cicho, jakby pod nosem, monotonnie, dopiero po chwili ucho zaczynało rozróżniać poszczególne melodie. Ubrany w długą, zdobioną suknię, tzw. dżalabiję, z fezem na głowie. Fez ma pompon na długim sznurku. Śpiewak kręci głową, a pompon wiruje wokół jak upiorna mucha. Gdy nadarzyła się okazja, też spróbowałem tej sztuczki. Tym razem towarzyszył naszej kolacji zespół czarnoskórych muzyków. Nie jestem muzykalny, niestety, ale widząc zachętę muzyków do wspólnego klaskania, podjąłem wyzwanie. Za mną poszli młodzi przy stole. Szło mi nieźle, bo wpatrzony byłem jak sroka w dłonie wysokiego młodzieńca o uśmiechu tak przystępnym i prostym, jak te, które zapamiętałem z dzieciństwa na wiejskich wakacjach. Poczułem kontakt. Na wąskiej przestrzeni muzykanci kolejno prezentowali figury taneczne – stawiali stopy, jakby badali  grunt, wyciągali nagle ręce, jakby przebijali powietrze. To znów nieoczekiwanie przysiadali i powstawali, aby wirować w miejscu jak dziecko testujące zmysł równowagi. Ten naturalny uśmiech sprowokował mnie do zabawy. Otrzymałem fez na głowę i począłem kręcić pomponem. Przez dłuższą chwilę pompon wirował, a mózg upijał się tym kręceniem. No i braterski uścisk z muzykantem wypłynął z serca. Daleko od Polski. 

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Nie mogłem się nadziwić objawom serdeczności, jakie okazywano tutaj małym dzieciom. Niedawno byłem w Szwecji – kraju, który tak dba o prawa dziecka, a gdzie nieraz uwierał mnie chłód i brak serca dla perspektywy Małego Człowieka. Cóż, odkąd zostałem dziadkiem, jestem wrażliwy na takie szczegóły i mimowolnie wyłapuję je w tłumie. Przypominam sobie żebraczkę a obok niej małego chłopca. Przechodzi obok nich mężczyzna. Zawraca, zagaduje, całuje chłopca w czoło, uśmiecha się. Ulica. Mężczyzna wysiada z auta, za nim dzieci. On wyraźnie poddaje się na chwilę ich dyktatowi – zabawie, gonitwie. Zanim wprowadzi porządek, uśmiecha się. Ręka na plecach 10-latka, ten odwzajemnia się łapiąc ojca za kieszeń. Te szczegóły mówią mi coś o rodzinach.

Za drzwiami. Odgradzały światy, broniły wstępu.

Drzwi stały się dla mnie leitmotivem odkąd zauważyłem, że mają wiele wzorów, że w muzeach są eksponowane jako dzieła sztuki, że kolekcjonuje je tutejszy wybitny malarz i rzeźbiarz. Fotografowałem się chętnie na tle drzwi. Niestety, nie zapytałem skąd brano drewno do ich wykonania. Były takie solidne.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Można by napisać księgę o mozaice czasu w Maroku. Średniowiecze miesza się tu z międzynarodową nowoczesnością. Centrum handlowe, wśród kupujących rodzina. Ona z zasłoniętą kwefem twarzą, w czarnej od stóp do głów sukni, wśród lśniących posadzek i butikowych towarów. On zajmuje się dziećmi, ona telefonuje z komórki. Czy jest szczęśliwa? Tuż obok sklep z erotyczną bielizną damską, zaskakuje mnie to. W kraju islamskim? Odkrytych głów kobiecych tu niewiele. Piękne czarne włosy, wyraziste brwi i świecące czarne oczy. Większość kobiet w chustach na głowie, jak wszystkie muzułmanki w Europie. W szkołach obowiązuje język francuski. Telewizja francuska nadaje na kilku kanałach. Anteny satelitarne są wszechobecne, nawet przy glinianych domach, które nie mają okien. Te domy otacza mur z gliny, która tu stanowi grunt.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

U nas trzeba jej szukać, pośród piasków i kamieni. Wielbłądów do miasta się nie wpuszcza, ale na obrzeżach stoją jak taksówki dla turystów. Wzdłuż kilometrów dróg wysokie mury z gliny. Za nimi czasem gaje pomarańczowe i oliwne, ale w większości tylko gliniasto-kamieniste pola. Czasem namiot, wielbłąd i kozy. No i mieszkańcy, którzy zachowali styl życia z dawnych epok. Czasem osiedla willowe w kolorze, jak wszystko tu, brudnego różu. Wiele osiedli niezamieszkałych, które czekają na lokatorów. Domyślam się wielkiego programu, mającego przemienić oblicze kraju. Mam wrażenie, że ludzie żyją tu skromnie.  Przynajmniej ci poza miastem, bo przecież rozmach Festiwalu Filmowego jest na miarę europejską.

Tym, czego turyści szukają najchętniej, jest historia i tradycja. Znajdują ją na wielowiekowym, typowo wschodnim, bazarze. Właściciel sklepu z pamiątkami zachęca, aby spojrzeć z góry sklepu na blaszane i plastikowe dachy pokrywające przestrzeń targowiska. „Tu w XVIII i XIX wieku – wyjaśnia – handlowano niewolnikami. Ja mieszkam w New Yorku i tylko czasem tu zaglądam”. W jego sklepie można się poczuć jak w muzeum. Wśród kolorowych tkanin i okryć rozpoznaję stare ornaty. Być może pochodzą z któregoś z chrześcijańskich kościołów? Bazar mnie poraża mnogością towarów i – szczerze mówiąc – zapachami, ale towarzyszący mi rodacy stwierdzają z satysfakcja, że tutejsi kupcy są taktowni i nie tak nachalni jak gdzie indziej w Oriencie. Przewodnik prowadzi nas do apteki, tj. sklepu z ziołami. U wejścia stare kobiety rozcierają w miskach orzechy i nasiona. Sprzedawca, co za zaskoczenie, mówi po polsku dość swobodnie. Wręcz figluje zachęcając do kupna olejków na różne przypadłości. „Różany najlepszy na wory pod oczami! O, to coś dla pana” – wskazuje na mnie. Kupiłem trzy buteleczki. Dodatkowo poprosiłem o trzy na stres, ale zapomniałem zapytać, jak ich używać… To denerwujące. O mało nie kupiłem sobie kamizeli z różnokolorowych pasków jedwabiu. Widziałem kiedyś jazzmanów w takich wdziankach i już bym się ustroił, ale resztka rozsądku podpowiedziała: „Przecież jesteś aktorem i na scenę musisz włożyć to, co ci każą”. Widziałem w tutejszej telewizji jak amerykański aktor, gość festiwalu, zachwalał skórzane pantofle, które kupił tu kiedyś na bazarze. Rozejrzałem się. Pełno ich dookoła. Na nogach i straganach, ale nie zdecydowałem się.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Na festiwalu nie ma ani jednego filmu polskiego, choć w zeszłym roku była tu „Ida” Pawlikowskiego, ale z zaskoczeniem czytam w programie, że moi koledzy – Małgorzata Foremniak, Władysław Kowalski i Jerzy Gudejko – są obecni w filmie japońskim. Japonia ma tu swój przegląd. Nasz gospodarz, który szuka związków turystyki z kulturą, sugeruje, że w przyszłym roku mógłby mieć tu miejsce przegląd filmów polskich.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Kilkadziesiąt kilometrów od Marrakeszu ma swoją hacjendę Mohameda Morabiti.  Rzeźbiarz i malarz, którego widziałem na czerwonym dywanie festiwalu. Przyjął nas lunchem. Pokazywał maleńkie domki wokół niewielkiego basenu. Tu zaprasza artystów, aby mogli dyskutować o sztuce i odpoczywać. Jego dom o przestronnych pokojach jest jednocześnie ekspozycją jego malarstwa. To europejski artysta i…wynalazca. Szukał motywu, który byłby dla niego charakterystyczny. I znalazł – jest nim pierś kobieca. Toteż zostaliśmy otoczeni przez pierś, w wersji obrazu, rzeźby w plastiku i ceramice. Artysta ustawił też mur złożony z kafelków z piersią. Kłaniałem się przed nim nisko… Mój kult macierzyństwa znalazł uznanie w oczach gospodarza.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Wśród gości tego ranka szef British Petroleum na całe Maroko i była dyrektor ośrodka kultury Maroka w Paryżu, z którą połączyły nas w rozmowie anegdoty o jej polskich znajomych – Wojciechu Hasie, Agnieszce Holland, Andrzeju Wajdzie. Naprawdę świat jest mały.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

fot. KeKi/BlogStar

Pod moją choinką, przy Stajence, Aniołek położył prezent – książkę o Maroku. Szkoda, że nie przygotowałem się do tej podróży wcześniej, ale jest co wspominać! A co najbardziej zapadło mi w pamięć? BOCIANY na dachu w Marrakeszu … takie nasze, takie polskie.

Olgierd Łukaszewicz: Marokańskie impresje 2 - BlogStar.pl

 

Olgierd Łukaszewicz

Aktor filmowy, teatralny, radiowy, wykonujący swój zawód od ponad 40 lat. Obecnie związany z Teatrem Polskim w Warszawie. Prezes Związku Artystów Scen Polskich. Spośród kilkudziesięciu filmów, w których zagrał, najbardziej ceni sobie: „Brzezinę” Andrzeja Wajdy, „Sól ziemi czarnej” i „Perłę w koronie” Kazimierza Kutza, „Dzieje grzechu” Waleriana Borowczyka, „Lekcję martwego języka” Janusza Majewskiego, „Gorączkę” Agnieszki Holland, „Wierną rzekę” Tadeusza Chmielewskiego, „Seksmisję” Juliusza Machulskego, „Magnata” Filipa Bajona, „Pokuszenie” Barbary Sas, „Jańcia Wodnika” Jana Jakuba Kolskiego, „Generała Nila” Ryszarda Bugajskiego i „Daas” Adriana Panka.

Prywatnie zakochany w swoich wnukach, 8-letnim Adasiu i 5-letniej Hani.

6 komentarzy

Click here to post a comment

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close