Podróże

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu!

Przez lata zdążyłem się przyzwyczaić to tego, że żyję „odwrotnie”. Kiedy prawie wszyscy zaczynają weekend, ja najczęściej ruszam w podróż koncertową. Kiedy większość moich znajomych pracuje, ja „ogarniam” zaległości albo odpoczywam. Mam wtedy chwilę na to, by zrobić coś ciekawego. Tak też uczyniłem kilka dni temu. Będąc na południu Polski postanowiłem odwiedzić Pragę, w której ostatni raz byłem w szkole średniej, parenaście temu. To piękne miasto, kto nie widział, musi zobaczyć. Pięknie położone na wzniesieniach wokół rzeki Wetławy, posiadające unikalny klimat. Mój pobyt przypadł raczej na godziny wieczorne, co chyba jeszcze bardziej potęguje wrażenie. Po dłuższym spacerze odwiedziłem knajpę z lokalnym jedzeniem i wybór padł na słynne „knedliczki”, po naszemu okrągłe pyzy czy kluski nadziewane mielonym mięsem. Złocisty trunek do tego i posiłek jak znalazł. Kolejny poranek przyniósł nieoczekiwane decyzje, postanowiłem pójść, a właściwie pojechać, za ciosem, wybór padł na Rzym. GPS wyświetlił ok. 1100 km.

Liber: Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu! - BlogStar.pl

Droga była dość ciężka, rozbiłem ją na 2 części. Nocleg przypadł w okolicach jeziora Garda. Dużo słyszałem o tym miejscu od znajomych, z racji ich częstego tam bywania szczególnie latem. Faktycznie położone wśród niewysokich gór ogromne jezioro powinno robić wrażenie, niestety, nie był to dobry moment. Zachmurzone niebo pozbawiła wodę lazurowego koloru jaki towarzyszy jej głównie latem. Na pewno jednak wrócę tam w odpowiedniej porze. Nazajutrz spod Lago di Garda pojechałem do Werony. Tam zwiedziłem arenę, na deskach której tego wieczoru szykował się jakiś koncert.

Liber: Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu! - BlogStar.pl

Włoska pizza nieopodal, rzut okiem na słynny „dom Julii” i balkon z którego ponoć kiwała do Romea i dalej drogę. Przez Bolonię, Florencję (dość krętą i pełną wzniesień drogę) dotarłem wieczorem do Rzymu. Hotel w pobliżu Watykanu pozwolił jeszcze tego samego dnia podejść pod Plac św. Piotra. Zupełnie inne wrażenie niż to w ciągu dnia, cisza spokój i klimatycznie podświetlona monumentalna bazylika. Dla Chrześcijan, i myślę, że nie tylko dla nich, rzecz warta sprawdzenia.

Poranek zmienił okolicę nie do poznania. Tysiące turystów, tłok, hałas – jednak i to ma swój urok. Odwiedziłem naszego Błogosławionego Jana Pawła, który został przez kanonizacją tymczasowy przeniesiony z krypty do bazyliki (wchodząc po prawej stronie). Utkwił mi w pamięci napis łaciński „BEATUS”… aż łza zakręciła się w oku. Później wejście na kopułę, oczywiście w wersji bez windy.

Liber: Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu! - BlogStar.pl

Z pierwszej „fazy” można zobaczyć wnętrze bazyliki, trudno uwierzyć w to, że ludzie potrafili zbudować coś tak pięknego i ogromnego. Ze szczytu kopuły widać natomiast cały Rzym. I to jest widok, którego nie można pominąć będąc tam. Warto poczekać trochę czasu w  kolejkach, właściwie dotyczą one tylko kopuły, później ogromny tłum rozpływa się po przeogromnych wnętrzach świątyni.

W Rzymie zwiedziłem jeszcze parę miejsc, między innymi słynne schody hiszpańskie. Niestety, w Kolosseum pocałowałem klamkę, zajrzałem tylko do środka przez zamykane właśnie bramy. Cóż następnym razem.

Powrót również rozbiłem na 2 części, nocleg tym razem w Monachium. Tutaj zaplanowałem odwiedzić miejsce, w którym byłem podczas studiów. Słynna olbrzymia piwiarnia Höfbrauhaus, w której każdy fan złotego trunku będzie zadowolony.

Liber: Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu! - BlogStar.pl

Niestety, i tu przybyłem za późno, czynne było do 23.00. Z ciekawostek, choć pewnie Niemcy się tym w broszurach reklamowych miasta nie chwalą, gościem lokalu bywał niegdyś i niesławny dyktator. Wyjeżdżając nazajutrz rzuciłem okiem na stadion Bayernu i pomyślałem o Lewandowskim, który niebawem tu zagości.

Liber: Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu! - BlogStar.pl

To tyle, spontaniczny wyjazd zaliczę do niezwykle udanych i polecam. Hotele po drodze bukowałem przez portale typu booking.com i hrs.com spontanicznie 5 minut przed przybyciem na miejsce.

Jeszcze parę informacji dla zmotoryzowanych.
Jedynym zmartwieniem był dla mnie samochód, który z racji dużego silnika napędzam LPG. To nie tylko z powodu „poznańskiej” oszczędności, naprawdę moje auto pochodzi z USA i musiałbym wozić za sobą dystrybutor:) A z dobrą instalacją „nie boli”, kiedy robię tysiące kilometrów. Okazało się, że w Czechach nie ma większego problemu, średnio połowa napotkanych stacji posiadała autogaz. Niespodzianką dla mnie była samoobsługa. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że przychodzi obsługa. Niestety, w Czechach już nie jest to oczywiste. Ale po paru minutach prób podłączyłem sprzęt i z radością zatankowałem auto. Jest to fajna sprawa, nie trzeba wołać kogoś ze stacji, myślę w warto o tym pomyśleć u nas, gdyż czekanie na obsługę wydłuża czas pobytu na stacji. Podobnie było w Niemczech, gdzie również nie było problemu z LPG. Większość stacji wyposażona była w autogaz, o czym informowały tablice. Tutaj niespodzianką były „przejściówki”, gdyż niemiecki aparat nie pasuje do naszego. Na stacji można wypożyczyć, żądają jednak depozytu, dlatego polecam mieć papier z nominałem 50 euro. We Włoszech za to nie ma przejściówek oraz samoobsługi, tankuje personel stacji i, co ciekawe, można płacić od razu u panów nie wchodząc na stację. Cóż, zawsze człowiek się czegoś dowie. Co kraj, to obyczaj. Mam nadzieję, że komuś przyda się taka informacja.

Liber

Liber, a tak naprawdę Marcin Piotrowski, muzyk, ceniony autor tekstów. Zdobył już serca wielu fanów. Dzięki udziałowi w „Bitwie na głosy” przystojny muzyk udowodnił, że ma charyzmę i talent. Powoli wzbija się na szczyt polskiej sceny muzycznej.

15 komentarzy

Click here to post a comment

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close